Ramos przyjeżdża do Valdedebas rozmawiać z dyrektorem generalnym klubu. Ramos chce zarabiać 10 milionów euro. Ramosa i Pereza dzieli 2,5 miliona euro. Ramosem zainteresowany jest Manchester United, a nawet Barcelona (?). Otwierasz lodówkę, a tam… Ramos. No właśnie, wszędzie przewija się nazwisko hiszpańskiego obrońcy i mi, jako sympatykowi Realu, trudno się już w tym połapać. Jedno jest jednak pewne – sama myśl o utracie defensora może przyprawiać niektórych kibiców Realu o palpitację serca.
Dzisiaj w magazynie „Ole” mogliśmy przeczytać wywiad z Angelem Di Marią, w którym sympatyczny Argentyńczyk stwierdził, że w dzień finału mistrzostw świata „podarł list”, który został wysłany mu przez władze Realu. Sytuację chyba wszyscy pamiętamy, prawda? Przedłużające się rozmowy na temat przedłużenia kontraktu, skąpienie grosza przez Pereza (brzmi abstrakcyjnie) i zainteresowanie Jamesem w tle. Ostatecznie panowie się nie dogadali, a Di Maria podwinął ogon i zawitał do Manchesteru, gdzie potraktowano go jak prawdziwego zbawiciela. Ogólnie niesmak i zażenowanie. Można to było rozwiązać inaczej.
Sytuacja bliźniaczo przypominała okienko transferowe w 2013 roku i odejście Mesuta Oezila do Arsenalu. Znowu poszło o nowy kontrakt, pieniądze i rolę ojca Niemca, którego obrzucanie się błotem z zarządem Realu stało się głównym tematem tabloidów w Hiszpanii, a działo się to we wrześniu 2013 roku. Znowu niesmak. Dżentelmeńska umowa? Nie w tych przypadkach.
Niestety, ale w tym roku sytuacja się powtarza, a klub jak nie chciał, tak dalej nie wyciąga wniosków ze swoich błędnych (?) decyzji. Dlaczego znak zapytania? Ponieważ nietrudno uznać, że zarówno Di Maria, jak i Oezil prędzej czy później opuściliby Madryt. Można to było rozwiązać jednak w bardziej pokojowy sposób, nie odkopując topora wojennego.
Tak więc mamy do czynienia ze swoistym deja vu. Ramos chciałby przedłużyć umowę, ale 6 milionów euro mu nie wystarcza. I w zupełności się z nim zgodzę. Takie pieniądze dostają najlepsi piłkarze MLS i w lidze chińskiej, co przy całym szacunku dla tych rozgrywek nie świadczy najlepiej o włodarzach Realu i ich podejściu do najlepszych zawodników. Ramos jako jeden z piątki najlepszych defensorów na świecie powinien zarabiać więcej. Tak dla porównania – Thiago Silva inkasuje 7,5 miliona euro rocznie, a John Terry 7 milionów… funtów. Przyznacie, że różnica jest dosyć znacząca.
Jak obecnie wygląda sytuacja? Ramos chciałby zarabiać 10 milionów euro rocznie. Klub w styczniu tego roku zaoferował mu 7 milionów euro i oferty nie zmienił. W mediach rozpętała się prawdziwa burza, a sam zainteresowany nie do końca zadowolony jest z faktu, że próbuje się go przedstawiać w złym świetle, podkreślając jego chciwość.
Co więcej, nieoficjalnie Perez z Ramosem raczej wspólnych tematów ze sobą nie mają i do negocjacji z wicekapitanem zespołu oddelegowany został dyrektor generalny klubu – Jose Angel Sanchez. Wczoraj doszło do spotkania w Valdedebas, gdzie obaj panowie zjedli obiad i rozmawiali o przyszłości zawodnika w klubie. W ciągu dnia pojawiało się wiele sprzecznych informacji dotyczących tego spotkaniach. Najpierw twierdzono, że Ramos prosił, aby rozpatrzono wszystkie oferty zakupu, jakie będą spływać do klubu. Później zdementowano te plotki i ustalono, że obie strony przedstawiały wyłącznie swój punkt widzenia.











