Jesienią starcie beniaminków można było nazwać ozdobą naszej ekstraklasy. Zresztą nie ma się czemu dziwić. Wielu ekspertów przekonywało, że i Raków, i ŁKS są drużynami prezentującymi niezwykle miły dla oka futbol. Dzisiaj częstochowianie z pewnością chcieli zrewanżować się za październikową porażkę. Jednakże im się to nie udało, gdyż oba beniaminki po równie dobrym meczu musiały się dzisiaj podzielić punktami.
Niesamowite recenzje zbierał Łódzki Klub Sportowy po jesiennym starciu przeciwko Rakowowi. Piłkarze spod Jasnej Góry mimo kilku dobrych okazji Sebastiana Musiolika tak naprawdę przez znaczną część spotkania oddawali pole gry łodzianom. Po tamtym spotkaniu pisaliśmy, że wreszcie ładny styl przynosi podopiecznym – wówczas jeszcze – Kazimierza Moskala zdobycz punktową. Artykuł ten można znaleźć, klikając TUTAJ.
Dzisiaj sytuacja obu klubów zmieniła się diametralnie. Raków z drużyny, która cały czas uczyła się gry na najwyższym poziomie rozgrywkowym, stał się „typowym średniakiem”, który walczy o górną ósemkę, a w Łodzi byliśmy świadkami zmiany szkoleniowca i tak naprawdę dzisiaj mało kto już wierzy, że ŁKS pozostanie w elicie. Jednak nie zmieniła się w obu ekipach jedna rzecz. Otóż obie cały czas nie rezygnują z prezentowania przyjemnego dla oka futbolu.
O ile Rakowowi filozofia ta przynosi zdobycz punktową, o tyle podopiecznym Wojciecha Stawowego już niekoniecznie. Nawet w przegranym meczu przed tygodniem przeciwko Górnikowi Zabrze łodzianie mieli swoje dobre momenty. Jednakże trzeba też wspomnieć o tym, że przez większą część spotkania ŁKS choć grał w piłkę, to wysoki procent posiadania piłki nic nie dawał.
Za porażkę w ostatnim spotkaniu nowy szkoleniowiec ŁKS-u obwinił samego siebie. – Pierwszy mecz za nami. Zwycięstwo pomogłoby nam w dalszej pracy, porażka bardzo nas oddala od celu, ale uważam, że nadal mamy szanse na utrzymanie. Mocno w nie wierzymy. Biorę całą krytykę na siebie, zawodnicy robili, co mogli, nie mogę powiedzieć, że grali tak, jak chciałem, ale moja w tym rola, żeby to jak najszybciej zmienić – mówił po porażce z Górnikiem Wojciech Stawowy.
W ekipie Rakowa nastroje przed tym spotkaniem były dość podobne. Bowiem rakowianie stracili komplet punktów niemal w ostatniej akcji meczu za sprawą niefortunnego zagrania Tomaša Petraška, który z użyciem łokcia powstrzymał jednego z piłkarzy Śląska, czym oczwywiście sprokurował rzut karny. Tym samym Jakub Szumski po prawie 270 minutach z czystym kontem musiał wyciągać piłkę z siatki.
Świetna pierwsza odsłona
Dla częstochowian strata dwóch punktów w meczu ze Śląskiem z pewnością była bolesna. Nie dość, że przez większą część meczu podopieczni Marka Papszuna kontrolowali wydarzenia na boisku, to jak już wspomniano, bramkę na wagę remisu stracili w ostatniej akcji meczu. Dodatkowo warto wspomnieć, że strata tych dwóch „oczek” może być opłakana w skutkach, biorąc pod uwagę walkę o górną ósemkę.
