Co roku tylko jedna drużyna z naszego kraju ma prawo przystąpić do eliminacji Ligi Mistrzów i tego lata po pierwszym zdobytym tytule w historii to Raków Częstochowa otrzymuje swoją szansę. Wywalczył ją w imponującym stylu, więc nadzieje i oczekiwania środowiska wobec tego zespołu muszą być spore. Dla klubu „Medalików” to kolejny wielki egzamin, który pokaże, na jakich falach i jakiej ścieżce rozwoju projekt obecnie się znajduje.
Trudno wymagać od „Czerwono-niebieskich” awansu do najbardziej prestiżowych rozgrywek Starego Kontynentu. Wydaje się, że w stawce kwalifikacji możemy znaleźć tych dziesięć obytych ekip wyższego kalibru, które siłą rzeczy finalnie dostaną się do 32-zespołowego składu Champions League w sezonie 2023/2024. Ale naturalnie nikt nie zabrania nam marzyć.
Natomiast celem minimum musi być faza grupowa Ligi Konferencji Europy lub nawet samej Ligi Europy i tu nie może być mowy o tworzeniu zbędnej presji. Droga jest uproszczona i niezależnie od okoliczności, do tych rozgrywek trzeba zwyczajnie wjechać, by we własnym interesie – dalej pisać historię i budować markę, a w interesie kraju – utrzymać tendencję wzrostową naszego współczynnika.
Raków i (prawie) perfekcyjne eliminacje
To trzecie podejście częstochowian do europejskich pucharów i zresztą trzecie pod rząd. Poprzednie dwie próby to dwie pozytywne przygody z wyjątkowo bolesnymi końcami. Piłkarze Rakowa nieco wymęczyli pierwsze dwumecze przez rzuty karne i dramatyczną dogrywkę, jednak już rok później nie dawali rywalom najmniejszych szans. W obu przypadkach wygrali również swoje pierwsze mecze w fazie play-off, ale… do celu zabrakło za pierwszym razem 45 minut, a za drugim pół godziny.
W tak dobrym położeniu są jednak po raz pierwszy. Co prawda przystępują do walki na wyższym szczeblu, lecz w teorii mają dogodnego rywala, którego przejście będzie oznaczać zabezpieczenie dwiema poduszkami powietrznymi po ewentualnych wpadkach. Do spełnienia marzeń o grupie międzynarodowych rozgrywek wystarczy odprawienie dwóch przeciwników, a więc zachowanie trendu z zeszłych kampanii. No i tylko żeby nie było za łatwo, nadeszły duże osłabienia i wstrząsy, przy których drużyna musi przełamać bariery i przezwyciężyć na początku samą siebie.
Test na głębokiej wodzie
Pomimo starań, w klubie nie udało się utrzymać mózgu całej operacji, czyli rzecz jasna Marka Papszuna. Z dnia na dzień nie było możliwe zastąpienie postaci, która zapuściła na Limanowskiego 83 bardzo głębokie korzenie i była tam kimś więcej niż tylko trenerem. Wbrew opiniom, dla właściciela nie istniała możliwość wybrania opcji nieobarczonej wielkim ryzykiem. Słynną już ciągłość mistrzowie Polski chcą uzyskać najbliższemu współpracownikowi swojej legendy do jej samego końca. Co nie znaczy, że ta ciągłość będzie zapewniona.










