Raków Częstochowa pokonał Lech Poznań 4:0 na zakończenie niedzieli w PKO Ekstraklasie. Dawid Szwarga rozegrał Mariusza Rumaka, a piłkarze obu zespołów sprawiali tego dnia wrażenie pochodzenia z dwóch różnych piłkarskich światów. Tym samym „Medaliki” zbliżyły się do „Kolejorza” na jeden punkt, co sprawia, że w czołówce jest jeszcze gęściej.
Za panowania Michała Świerczewskiego pod Jasną Górą zmieniają się piłkarze, zmieniają się trenerzy, zmieniają się włodarze. Ale jedno się na pewno nie zmienia. Drużyna zawsze potrafi zareagować w czasie kryzysu i spektakularnie podnosić się po niepowodzeniach. – Ta wygrana dzięki Michałowi – zakończył żartobliwie pomeczową konferencję trener Dawid Szwarga, odnosząc się do gorącej atmosfery, która towarzyszyła „Czerwono-niebieskim” po pucharowym blamażu w Gliwicach w środku tygodnia. 33-letni szkoleniowiec tonuje jednak emocje, bo wie, że do celu wciąż daleka droga, a powtarzalność i regularność są w tej kampanii bardzo dużymi problemami jego zawodników.
„Nowy” lider
Nieocenioną pracę na boisku w tym niełatwym czasie wykonuje piłkarz nie do końca oczywisty. Jeszcze kilka miesięcy temu koneserzy naszych rozgrywek zaczęli się przyzwyczajać, że Bartosz Nowak zaczyna spadać z poziomu wyróżniającego się piłkarza do „ligowego dżemiku”. 30-latek w wielu spotkaniach odstawał i irytował. Wszyscy domagali się jego odstawienia. Ale co widzimy na papierze? To właśnie on już drugi sezon daje swojej ekipie najlepsze liczby.
Mniej więcej od listopada radomianin wysyła jasne sygnały, że na dyskredytowanie jego marki się jeszcze nie godzi. W dziesięciu pojedynkach cztery bramki i trzy asysty, a oprócz tego widoczna poprawa w grze, bez strat piłki w co trzecim kontakcie, odpowiednia dynamika działań w ofensywie i defensywie oraz znakomity przegląd pola.
Piłkarz momentów, pomaga w decydujących fragmentach swoimi przebłyskami, ma magiczne dotknięcie. Brzmi znajomo? O bardzo celne stwierdzenie pokusił się w mediach społecznościowych jeden z sympatyków częstochowskiego Rakowa: – Nowak to nasz Kittel. Bartek jest dla nas kimś, kim miał być Sonny. I wkład ofensora w fakt, że zespół z Limanowskiego wciąż jest w walce o obronę tytułu, trudno podważać, nawet nie zawsze będąc fanem jego stylu.










