Kwiecień to czas, gdy liga wkracza w ostatnią fazę. Koniec sezonu już widać na horyzoncie, ale nie wszyscy mogą odliczać dni do wakacji. Szczególnie drużyny, które jeszcze walczą o jakieś cele. Jedną z nich jest Raków Częstochowa. „Medaliki” liczą na poprawienie wyniku z ubiegłego sezonu. Równa się to zajęciu miejsca wyższego niż drugie. A jak wiadomo – powyżej jest tylko jedno… Co może przeszkodzić częstochowianom i sprawić, że droga do mistrzostwa nie będzie łatwa?
Ubiegłoroczne sukcesy były wyjątkiem czy Raków utrzyma się na szczycie? Rozciągnijmy trochę czarnych chmur, dlaczego może się mu nie udać…
Bo skupi się na pucharze kosztem ligi
Raków czeka finał pucharu Polski z Lechem. Ponadto kwestia tytułu ligowego rozegra się między nimi. Tutaj jeszcze w grze oczywiście jest Pogoń. Co potraktować jako ważniejsze? Puchar już jest w gablocie, a w stuletniej historii klubu mistrza Polski brak. Z drugiej strony fajnie byłoby obronić tytuł i wygrać na Narodowym. A może skupić się na jednym i drugim? W takich przypadkach, gdy walczy się o pełną pulę, można ją zgarnąć albo stracić wszystko. Zachłanność czy sportowe podejście pełne mobilizacji?
Raków Częstochowa ma przed sobą jeden pucharowy finał i kilka małych, ligowych. Łatwiej jest zmobilizować i spiąć się na jeden kluczowy mecz, którego wygranie równa się osiągnięciu celu. Na dodatek trener Papszun może oszczędzać kluczowych zawodników w lidze, aby byli w pełnej gotowości na 2 maja.
Bo problemy kadrowe ograniczą rotowanie składem
W Rakowie ciągle jest szpital, choć czasem maleńki. Jednak gdy tylko jeden piłkarz wróci po absencji, za chwilę wypada drugi. Jak choćby w meczu ze Śląskiem, podczas którego w większym wymiarze czasowym zagrał Marcin Cebula, a w wyjściowej jedenastce zabrakło Zorana Arsenicia. Powodem miał być uraz.
Długo po kontuzji do formy wraca Milan Rundić, raz on jest dostępny, a raz nie jest Niewulis. Na ładne miesiące uraz barku wykluczył Bogdana Racovitana, chwilę nie było Wiktora Długosza – no zawsze coś. Nie wiadomo, co z Igorem Sapałą. Dawno Marek Papszun nie miał spokojnej głowy i komfortu skorzystania ze wszystkich zawodników. Trzeba szyć – Fran Tudor z tyłu, Papanikolau też grywa na zmianę w pomocy i na obronie.












