W meczu 16. kolejki pierwszej ligi katowicka GieKSa pokonała na własnym stadionie Stomil Olsztyn 4:2. Bohaterem spotkania został Deniss Rakels, który oprócz tego, że zdobył trzy gole dla swojego zespołu, to wywalczył jeszcze rzut karny, po którym swoją dziesiąta bramkę w tym sezonie zdobył Przemysław Pitry.
Korespondencja z Katowic
GieKSa Katowice swój ostatni mecz na własnym stadionie w tej rundzie rozgrywała ze Stomilem. Przed starciem bukmacherzy upatrywali faworyta w zespole z Katowic. Podobne nastawienie było w drużynie z Górnego Śląska. Przyczyna? Stomil nie potrafi zdobyć kompletu oczek od trzech spotkań. Ba, nawet z bytomską Polonią, która rozdaje wszystkim punkty na lewo i prawo, podopiecznym Zbigniewa Kaczmarka nie udało się wygrać.

Drużyna dowodzona przez Rafała Góraka do rywalizacji z ekipą z Olsztyna podchodziła praktycznie w swoim najsilniejszym obecnie zestawieniu. W składzie „Trójkolorowych” zabrakło tylko Arkadiusza Kowalczyka, który musiał pauzować za nadmiar żółtych kartek. Olsztynianie mecz z GKS-em traktowali jako ten z kategorii o sześć punktów. Ekipa z województwa warmińsko-mazurskiego miała straszyć defensywę między innymi Szymonem Kaźmierowskim, który niegdyś bronił barw ekstraklasowego Groclinu Grodzisk Wielkopolski.
Pierwsze fragmenty spotkania może i nie były jakimś wielkim pokazem fajerwerków, aczkolwiek spiker pracujący na stadionie przy ulicy Bukowej musiał się wziąć do pracy jeszcze w pierwszym kwadransie gry, aby przedstawić wszystkim zgromadzonym nazwisko strzelca bramki dla Stomilu, Łukasza Suchockiego. Napastnik olsztynian wykorzystał podanie Kalonasa i precyzyjnym uderzeniem nie dał żadnych szans na skuteczną obronę Witoldowi Sabeli.
Gol zdobyty przez gości nie wywołał jednak większej konsternacji na wypełnionym po brzegi „Blaszoku”. Kibice potraktowali to jako złe miłego początki i mieli rację. Od chwili stracenia bramki gospodarze wrzucili drugi bieg i ich gra stała się bardziej dynamiczna. Co prawda jeszcze to nie było odpalanie środków pirotechnicznych na skalę sylwestra w Londynie czy Rio de Janeiro, ale już do warszawskiej starówki można było to jak najbardziej porównać. Co, a właściwie kto był tego przyczyną? Zawodnik urodzony w Jakubowie, czyli Deniss Rakels. Łotysz najpierw wywalczył rzut karny, którego na gola zamienił Przemysław Pitry. Ponadto za faul na napastniku katowiczan czerwoną kartkę otrzymał Skiba i goście musieli kontynuować grę w zdekompletowanym zestawieniu. Potem 20-latek sam dwukrotnie wpisał się na listę strzelców, dając swojemu zespołowi prowadzenie 3:1.
Pierwsza bramka w wykonaniu młodzieżowego reprezentanta Łotwy padła pod kombinacyjnym ataku i dośrodkowaniu Alana Czerwińskiego. 19-latek wypatrzył wbiegającego w pole karne Rakelsa i dokładnie zacentrował na jego głowę. Natomiast napastnik „Trójkolorowych” skutecznie skierował piłkę do siatki bezradnego golkipera Stomilu. Trzeciego gola fani zobaczyli po kontrze podopiecznych Rafała Góraka. Szybkim podaniem Rakelsa uruchomił Kujawa, z kolei mający swój dzień zawodnik zdobył drugiego gola w tym meczu.












