Koniec pewnej epoki… Radović odchodzi z Legii


Serb rozegrał w barwach stołecznego klubu 391 oficjalnych spotkań, stal się legendą i ulubieńcem publiczności

15 czerwca 2019 Koniec pewnej epoki… Radović odchodzi z Legii
Rafal Oleksiewicz / PressFocus

W Legii Warszawa kończy się pewna epoka. Po 12 latach spędzonych w klubie żegna się z nim Miroslav Radović, prawdziwa ikona legijnego sportu. Okres spędzony przez Serba w stolicy obfitował w wiele sukcesów, a on sam stał się ulubieńcem warszawskiej publiczności, która utożsamia go ze wspieranym przez siebie zespołem. Odejście popularnego „Rado” to dobry moment, aby przypomnieć najlepsze momenty tego zawodnika.


Udostępnij na Udostępnij na

Historia Radovicia w Warszawie zaczęła się w lipcu 2006 roku, kiedy wówczas 22-letni pomocnik dołączył do ekipy prowadzonej przez Dariusza Wdowczyka – kupiony z FK Partizan Belgrad za około 600 tysięcy euro. Swój pierwszy mecz z „elką” na piersi rozegrał 29 lipca tegoż samego lata a przeciwnikiem Legii była Cracovia. Serb wszedł na murawę w 77. minucie spotkania (zmienił Sebastiana Szałachowskiego) i mimo początkowych trudności w drużynie ze stolicy rozpoczął się jego marsz na szczyt… ku sukcesom i po szacunek kibiców. Został także wieloletnim kapitanem zespołu i wzorem dla wielu młodych legionistów.

Radović stał się jednym z najbardziej utytułowanych zawodników w całej historii warszawskiego klubu, dla którego rozegrał 391 meczów – pod względem liczby występów zajmuje miejsce w czołówce tej klasyfikacji (trzecia lokata). Zawsze waleczny, zawsze pomocny, oddający serce za swoją drużynę. Stał się bohaterem fanów z Łazienkowskiej 3, dla których zostanie już wiecznie docenianym „Rado”.

Gracz ten to także – mimo kilku incydentów – postać bardzo sympatyczna. Radović równa się Legia, a Legia równa się Radović, jednak… Wszystko, co dobre, musi mieć swój koniec i właśnie takowy nadchodzi w relacjach serbskiego dżentelmena z wicemistrzem Polski. 35-latek żegna się z Warszawą i swoim klubem, który jest obecnie w fazie przebudowy.

– Ech, Radović… Co to był za piłkarz. Facet, który przebył drogę od jednego z najbardziej irytujących skrzydłowych ligi, ciągle symulującego faule i mającego jeden średnio udany zwód, do absolutnego lidera Legii i człowieka, który zapracował na status legendy. Czy „Rado” osiągnął wystarczając dużo przy Łazienkowskiej? Cztery mistrzostwa i sześć Pucharów Polski mówią same za siebie. Biorąc pod uwagę staż, osiągnięcia i wpływ na cały zespół, uważam Serba za najważniejszego zawodnika Legii w XXI wieku. Nie zmienia to faktu, że decyzja o rozstaniu z Radoviciem jest moim zdaniem słuszna. W ostatnim sezonie „Rado” już tylko męczył sam siebie i kibiców, nie mogąc odnaleźć formy choćby sprzed dwóch sezonów. Niech pogra jeszcze sezon i wraca w zupełnie innej roli – mówi nam Patryk Motyka, dziennikarz portalu Onet.pl.

Legijne początki

Serb przyjeżdżając do Polski, nie miał łatwo i trochę zajęło, zanim w pełni się zaaklimatyzował. Przyjechał tu sam, nie znając praktycznie nikogo i niczego. W wywiadzie dla Sport.pl oceniając swoje pierwsze wrażenia, mówił swego czasu tak: – To było gorące lato, a w moim pokoiku nie było nawet zasłon. Łazienka też była w stanie dalekim od ideału. W rogu pokoju stał miniaturowy telewizor. Gdy chciałem coś obejrzeć, musiałem siadać tuż przed nim. Na dodatek w hotelu codziennie odbywała się impreza. Byłem tam tydzień, ale nie wiem, czy normalnie przespałem dwie noce.

Na szczęście dla niego i klubu dość szybko znalazł mieszkanie i mógł się skupić tylko na grze w piłkę. Pierwsze średnie wrażenie też poszło w zapomnienie, bo dziś Radović to warszawiak pełną gębą. Mówi po polsku, dobrze czuje się w mieście i naszym kraju, a Legia między innymi dzięki jego postawie jest bogatsza o kilka trofeów.

Wracając do boiskowych osiągnięć Serba, na swoją pierwszą bramkę w koszulce z „elką” nie musiał czekać zbyt długo. Zdobył ją 12 sierpnia w przegranym 1:2 ligowym meczu z GKS-em Bełchatów. Wspomniana zmiana hotelu na mieszkanie wyszła na dobre i w swoim premierowym sezonie 2006/2007 we wszystkich rozgrywkach zagrał 33 razy, zdobył sześć goli i zaliczył osiem asyst – statyski bardzo przyzwoite i obiecujące. Legia nie wywalczyła tytułu, zdobyło go Zagłębie Lubin Czesława Michniewicza, a „Rado” na swój pierwszy drużynowy sukces musiał jeszcze poczekać. Dodać należy jeszcze, że swój debiutancki sezon wychowanek Mladost Rogatica uświetnił pojawieniem się w jedenastce rozgrywek plebiscytu organizowanego przez tygodnik „Piłka Nożna”.

Pierwsze zwycięstwo w Pucharze Polski 2008 (i kolejne zdobycze)

Legii w lidze wiodło się różnie. Początki Radovicia w tej drużynie to okres ligowej dominacji krakowskiej „Białej Gwiazdy” albo dobre momenty innych zespołów jak choćby wspomnianego Zagłębia czy GKS-u Bełchatów. Na zdobycie mistrzostwa kraju Radović musiał poczekać i trochę wody w Wiśle upłynęło. Wcześniej, bo w swoim drugim sezonie w barwach „Wojskowych” Miroslav podniósł do góry Puchar Polski, a w rozgrywkach tych był ważną częścią zwycięskiego teamu.

W finale rozgrywanym 13 maja 2008 roku na stadionie w Bełchatowie Legia spotkała się z Wisłą Kraków. Mecz z powodu awantur na trybunach został na pewien czas przerwany, a przebieg spotkania nie dostarczał wielu emocji. Po regulaminowym czasie gry na tablicy wyników widniał bezbramkowy remis, dogrywka także nie przyniosła rozstrzygnięcia, o którym zadecydował dopiero konkurs „jedenastek” – wygrany przez warszawiaków.

W bełchatowskim finale obok Radovicia zagrali choćby Wojciech Szala, Roger czy Chinyama – proszę uzmysłowić sobie zatem, jak dawno temu miało to miejsce. W piłce nożnej szmat czasu, a później Miroslav sięgał po złote medale w tych rozgrywkach pięciokrotnie: w sezonach 2010/2011, 2011/2012, 2012/2013, 2014/2015 i 2017/2018.

Mistrz Polski

Radović ugruntował swoją pozycję w klubie bardzo szybko, stał się jednym z najlepszych graczy ekstraklasy, ale na premierowy tytuł mistrza kraju czekał aż do sezonu 2012/2013. Wtedy to Legia z 67 punktami na koncie sięgnęła po krajowy prymat, wyprzedzając Lecha Poznań i Śląsk Wrocław. Radović w lidze rozegrał 27 spotkań, w których pięć razy trafiał do bramki rywali i 12 razy asystował przy golach swoich kolegów.

W kolejnych rozgrywkach Legia także sięgnęła po majstra, a „Rado” został wybrany najlepszym graczem całych rozgrywek (2014 rok, zgarnął wtedy również statuetkę dla najlepszego pomocnika ligi). W bramkowym dorobku swojego zespołu zapisał się z 14 trafieniami. Ogółem razem z klubem wywalczył złoty medal mistrzostw Polski czterokrotnie, ostatnio w kampanii 2017/2018, o mniejszych sukcesach – jak zajęcie drugiego miejsca – już nawet nie wspominając.

Europejska przygoda

Będąc zawodnikiem drużyny z Łazienkowskiej, Radović kilkukrotnie miał okazję zaprezentować się w europejskich pucharach, w których udało mu się zdobyć kilka ważnych bramek…

Jedyny gol Radovicia zdobyty w dwumeczu z tureckim Gaziantepsporem dał Legii awans do rundy play-off Ligi Europy, w której nadszedł pamiętny mecz ze Spartakiem Moskwa. W pierwszym spotkaniu przeciwko moskiewskiej drużynie to „Rado” zdobył dwie bramki dające domowy remis, który był zalążkiem sukcesu. W batalii tej zawodnicy trenera Skorży pokonali Rosjan i awansowali do fazy grupowej (2011 rok), w której Serb dołożył trzy trafienia.

„Rado” zapisał się również w pechowym pojedynku z Celtikiem Glasgow. To on trafił na 1:0 w pierwszym, wygranym wysoko meczu ze Szkotami. Niestety później wiemy, jak to się skończyło… Nie ma tego złego, co by na dobre nie wyszło, bo w w sezonie 2016/2017 Radović był częścią piekielnie mocnej drużyny, która zdołała awansować do elitarnej fazy grupowej Ligi Mistrzów, a nasz bohater dwukrotnie pokonał bramkarza Realu Madryt. Co prawda wyniki Legii w tych rozgrywkach wszyscy dobrze znają – choćby klęski z Borussią Dortmund, ale patrząc z perspektywy Miroslava był to spory sukces.

W Warszawie będą o nim pamiętać

Pomijając już wszystkie piłkarskie osiągnięcia i sukcesy, Radović prezentowaną przez siebie postawą i charakterem zaskarbił sobie ogromny szacunek kibiców Legii. Kiedy odchodził do Chin, część miała mu to za złe, jednak po jego powrocie wszystkie stare grzeszki odeszły w zapomnienie.

– W tym roku minęło 40 lat, jak regularnie chodzę na Legię. Uwierz mi, że widziałem dużo bardzo dobrych piłkarzy w barwach tego klubu. „Rado” od początku dla Legii był bardzo ważnym ogniwem. Bardzo dobry drybling plus strzał robiły z niego piłkarza nietuzinkowego jak na nasze warunki. Potrafił sam rozstrzygać o losach meczu. Z Ljuboją stworzyli niesamowity duet, który był jednym z najlepszych w historii Legii. Dzięki niemu moglismy świętować mistrzostwo Polski w 2017 roku, gdy grając jako napastnik, miał wielki udział w zdobyciu tego trofeum.

Dla mnie jeden z pięciu najlepszych graczy Legii w historii, jakich na żywo oglądałem w koszulce mojego klubu. Poza boiskiem wesoły, wiem, że pomagał finansowo chłopakom niepełnosprawnym i kibicom naszej drużyny. Człowiek z „k(L)asą”! Dziękują Bogu, że grał w mojej drużynie! Moja piątka najlepszych piłkarzy w historii Legii to: 1. Ljuboja, 2. Dziekanowski, 3. Pisz, 4. Wdowczyk i na piątym miejscu właśnie Radović – mówi poproszony o komentarz wieloletni sympatyk „Wojskowych”, Piotr Burzec.

Inny fan stołecznej ekipy, Krzysztof, opiniuje Serba następująco: – Myślę, że przez tyle lat był ważną częścią Legii i polskiej piłki. Grał z tym klubem w Lidze Mistrzów, zdobywał mistrzostwa czy Puchary Polski. Jak go odbieram? Myślę, że pozytywnie. Mam taką możliwość, żeby chodzić na treningi Legii i tam „Rado” zawsze miał dla nas, kibiców, czas i pogadał z nami. Oceniam go pozytywnie.

Jak widać, Radović jest w Warszawie postacią kultową. Dla wielu synonim sukcesów Legii, dla innych po prostu porządny człowiek. Zawodnik ma już swoje lata i z biegiem czasu musiało dojść do tego rozstania. W stolicy chcieliby jednak, żeby 35-letni piłkarz nie mówił „żegnam”, tylko „do zobaczenia”.

Komentarze
Seba (gość) - 3 lata temu

Rado najlepszy piłkarz legii jakiego widziałem chociaż nienawidzę tego klubu 7

Odpowiedz
Dodaj komentarz

Zapraszamy do kulturalnej dyskusji.

Najnowsze