Po meczu z Gaziantepspor legioniści tryskali humorem. Nic dziwnego, zwycięstwo na terenie wyżej notowanego rywala bez wątpienia jest powodem do radości.
Chociaż zupełnie inaczej było przed meczem. Warszawianie czuli duży respekt wobec rywala. Wiedzieli, że Turcy będą chcieli narzucić swój styl, od pierwszej minuty przejąć inicjatywę.
– Spodziewałem się, że Gaziantepspor podyktuje nam trudne warunki. Turcy są wymagającym rywalem, a ich środek pola prezentuje się wyśmienicie. Być może nie zagraliśmy rewelacyjnie, ale najważniejsza jest wygrana. Za nami pierwsza połowa. Za tydzień zagramy przed swoimi kibicami i mam nadzieję, że przypieczętujemy awans. Przed wyjazdem do Turcji wszyscy straszyli nas tutejszymi fanatykami, ale okazało się, że obawy były nieuzasadnione. Jestem pewien, że atmosfera w Warszawie będzie znacznie bardziej gorąca. Najbardziej przeszkadzał nam upał, ale poradziliśmy sobie z tym – opowiadał po meczu bohater spotkania, Miroslav Radović.
Bohater, bo strzelec jedynej bramki w meczu. Oby bramki na wagę awansu do kolejnej rundy.
– W kluczowej akcji Danijel Ljuboja posłał mi genialną piłkę i grzechem byłoby nie wykorzystać takiej sytuacji. Wytrzymałem do samego końca. Czekałem na ruch bramkarza i strzeliłem gola – wspominał „Rado”.










