Czwartkowy pojedynek Legii Warszawa z Lazio Rzym w 5. kolejce fazy grupowej Ligi Europy będzie już tylko meczem o prestiż, ewentualnie o punkty do rankingu i – co zapewne najważniejsze – pieniądze. Wydaje się jednak, że najistotniejsza kwestia, o jaką mogą powalczyć „Wojskowi”, to zakończenie tych nieudanych rozgrywek pucharowych z twarzą.
Istotnym składnikiem porażki Legii Warszawa w fazie grupowej była nieobecność Miroslava Radovicia, który jest ostoją w ofensywie ekipy Jana Urbana. Serb niejednokrotnie w trudnych chwilach sam potrafił rozstrzygać o losach meczu i na pewno jego uraz spowodował olbrzymi ubytek w składzie mistrza Polski.

Na zakończenie fazy grupowej serbski pomocnik zapowiada walkę, aby uratować resztkę honoru. – Przede wszystkim chcemy zmazać plamę po poprzednich występach i dać trochę radości kibicom. Już w pierwszym meczu z Lazio pokazaliśmy się z dobrej strony. Teraz nie ciąży na nas presja, a rywale walczą o awans, dlatego my możemy zagrać na luzie – powiedział „Rado”.
Radović wrócił do składu Legii po kontuzji na wygrany mecz z Pogonią Szczecin, ale jego forma po przerwie nie prezentuje się jeszcze najlepiej, choć Serb jest dobrej myśli. – Po tak długiej przerwie nie wszystko wyglądało tak, jak bym chciał. Mimo wszystko byłem zadowolony ze swojego występu. Wszystko idzie w dobrym kierunku.











