Sezon 2012/2013 w Premier League nie był nadzwyczajny. Walka o mistrzostwo szybko została rozstrzygnięta i trofeum dla najlepszej drużyny w Anglii pozostało w Manchesterze (ale tym razem w tej czerwonej części). Sunderland znowu jakimś cudem uratował się przed spadkiem do Championship, dla Liverpoolu to ponownie nie był „ten” rok, a Arsenal skończył sezon na ulubionym czwartym miejscu. Z ligi spadli Queens Park Rangers, Reading i Wigan Athletic. I nie byłoby w tym nic nadzwyczajnego, gdyby nie to, że ci ostatni – mimo degradacji do Championship – w następnym sezonie reprezentowali Anglię w europejskich pucharach. Jak do tego doszło? Wigan wygrało Puchar Anglii.
Radość…
Wigan zmagania w najstarszym na świecie piłkarskim pucharze zaczęło od trzeciej rundy, pokonując Bournemouth 1:0 w powtórzonym meczu na terenie „Wisienek” (w pierwszym spotkaniu na DW Stadium padł remis 1:1). W kolejnych rundach poradzili sobie z Macclesfield Town (1:0), Huddersfield Town (4:1), Evertonem (3:0) i Millwall (2:0 na Wembley). Na odnotowanie zasługuje fakt, że Wigan miało pecha podczas losowania i za każdym razem musiało grać na wyjeździe. Ale nie ma tego złego, co by na dobre nie wyszło.
Na przestrzeni całego sezonu „The Latics” o wiele lepiej radzili sobie na wyjazdach niż w meczach domowych. I tak sięgneli po Puchar Anglii, nie wygrywając żadnego spotkania u siebie. 11 maja 2013 roku na Wembley Wigan miało dostać lekcję gry od Manchesteru City, który był rozwścieczony stratą mistrzowskiego tytułu na rzecz swojego największgo rywala zza miedzy – Manchesteru United. FA Cup był jedynym trofeum, po które „Obywatele” mogli sięgnąć w tym sezonie, ale sprawę pokpili.
Mecz był bardzo wyrównany i intensywny. Piłkarze Wigan zasuwali tak, jakby wynik tego starcia decydował o ich życiu bądź śmierci. Manchester zaś zdawał sobie sprawę, że może ten sezon zakończyć z pustymi rękami. Od początku spotkania „The Latics” stwarzali zagrożenie pod bramką Joe Harta. Cudowne podanie od Kone’a dostał McManaman, ale fatalnie chybił. Później na chwilę do głosu doszli „Obywatele”, ale kapitalnie dysponowany tego dnia był Robles. Mecz był bardzo otwarty. Jedni i drudzy starali się atakować, co dawało sporo miejsca na kontrataki. Kapitalne spotkanie rozgrywał McManaman, na którego piłkarze City nie mogli znaleźć recepty.
W końcu odnalazł ją Zabaleta. Argentyńczyk zarobił dwie żółte kartki po faulach na Angliku i wyleciał z boiska. Wigan próbowało atakować, ale Manchester bardzo dobrze się bronił. Aż w końcu nadeszła 90. minuta spotkania. Rzut rożny wykonywał Maloney i posłał piłkę wprost na głowę Watsona. Na stadionie nastało istne szaleństwo. Chwilę później arbiter zakończył mecz i „nadejszła wiekopomna chwila”. Wigan osiągnęło największy sukces w historii klubu, a trzy dni później zostało pierwszą drużyną, która wygrała Puchar Anglii i spadła z ligi. Po tym spotkaniu z posadą trenera Manchesteru City pożegnał się Roberto Mancini.











