Mecz Puszczy Niepołomice z Unią Skierniewice zakończył się wynikiem 0:1. Spotkanie przyniosło ogrom emocji i zapoczątkowało nową rywalizację obu ekip, która ma potencjał na dłuższą historię. O końcowym rezultacie zadecydował gol z pierwszej odsłony rywalizacji. Żaden z zawodników nie odstawiał nogi, a rezultat wisiał w powietrzu do ostatnich sekund.
Historia na naszych oczach
Starcie w Niepołomicach miało wymiar szczególny, bowiem obie drużyny nigdy przedtem nie spotkały się w oficjalnym meczu. Puszcza przystępowała do tego spotkania jako faworyt z doświadczeniem ekstraklasowym. Unia z drugiej strony to absolutny beniaminek 1. ligi – jeszcze nigdy nie była na tak wysokim szczeblu. Obie drużyny nie mogą zaliczyć początku rozgrywek do udanych – w czterech meczach zdobyli po trzy punkty i przed meczem okupowali miejsca w strefie spadkowej. Trener Puszczy Tomasz Tułacz postanowił zamieszać względem meczu z Arką w pierwszej jedenastce. W wyjściowym składzie pojawił się Korczakowski, Stępień czy młody bramkarz Wiktor Kowal. Szkoleniowiec Unii natomiast dokonał dwóch zmian. Zamiast Oskara Melicha na środku pomocy wystąpił Maksymilian Kosior, a Krzysztofa Toporkiewicza zastąpił Antoni Burkiewicz.
Połowa dla Unii
Na bramkę czekaliśmy 28 minut. Do tego czasu obie ekipy wymieniały się akcjami, lecz obiektywnie można było powiedzieć, że to Unia jest pewniejsza w akcjach ofensywnych. Pierwsza do bramki trafiła ekipa ze Skierniewic. Jan Mierzwa upadając, zgrał do Bartłomieja Eizencharta, który dośrodkował po ziemi do Kamila Sabiłły, a ten bezproblemowo pokonał Wiktora Kowala. Napastnik Skierniewiczan dopisuje już trzecie trafienie dla swojego klubu i niewykluczone, że może powalczyć o króla strzelców. Choć gospodarze mieli parę dogodnych okazji, to ani razu nie trafili w światło bramki, a do szatni, prowadząc, schodzili goście.










