Górnik Zabrze chciał potwierdzić swoją ligową formę w meczu z Koroną Kielce i odskoczyć ligowej czołówce. Raków Częstochowa marzył o triumfie nad Zagłębiem Lubin, który pozwoliłby mu rozpocząć odbijanie się od dna. Polscy reprezentanci w Europie nadrabiali zaległości w PKO BP Ekstraklasie. Zabrzanie zrealizowali swój plan w niezwykle pragmatyczny sposób. „Medaliki” cierpią po wtorkowym wieczorze przy ulicy Limanowskiego.
Spokojny początek
Raków Częstochowa przystępował do rywalizacji z zespołem Leszka Ojrzyńskiego po pierwszym ligowym zwycięstwie nad Motorem Lublin. Piłkarze Tomasza Kaczmarka wyszli przed własną publicznością z prostym planem. Liczyła się tylko wygrana, która miała odbudować zaufanie kibiców. Pierwsza połowa toczyła się pod dyktando gospodarzy, którzy próbowali przebić się przez defensywę Zagłębia Lubin. Nie było to łatwe, bo „Miedziowi” stworzyli miedziowy mur. Uczestnik eliminacji Ligi Konferencji budował swoje akcje i szukał okazji do strzelenia gola.
Leszek Ojrzyński nie doczekał się celnego strzału swojej drużyny. Kibice przy Limanowskiego ujrzeli za to trzy celne próby swoich piłkarzy, z których jedna przyniosła im radość. Marko Bulat wykazał się pazernością w polu karnym i wykorzystał powstałe w nim zamieszanie. Chorwat, na którego wcześniej narzekaliśmy, dał pozytywny impuls pod wodzą nowego szkoleniowca w ostatniej akcji pierwszej połowy.
Horror przy Limanowskiego
Druga połowa nie zapowiadała horroru dla byłego trenera Radomiaka Radom. Gospodarze cieszyli się z drugiego trafienia w 58. minucie, lecz bramka została anulowana. Mecz układał się po myśli Rakowa Częstochowa, ale gospodarze nie przypieczętowali przewagi kolejnym golem. Gracze Leszka Ojrzyńskiego potrafią ukąsić rywala i znów tego dokonali. Rzut rożny zmienił oblicze spotkania, ponieważ Michał Nalepa doprowadził do wyrównania w 70. minucie.
Następnie wpadliśmy w piłkarską karuzelę, ponieważ w tym meczu wydarzyło się niemal wszystko. Fran Tudor opuścił boisko w 84. minucie z powodu drugiej żółtej, a w konsekwencji czerwonej kartki. Raków Częstochowa stanął pod ścianą. Marcel Reguła świetnie odczytał podanie Mehira Emrelego, a reprezentant polskiej młodzieżówki sfinalizował ten przechwyt golem. Nic nie wskazywało na to, aby spotkanie miało wymknąć się spod kontroli jeszcze bardziej.
Jednak „Medaliki” wypracowały sobie możliwość dokonania czegoś niezwykłego. Patryk Makuch wykorzystał rzut karny w 96. minucie, dzięki czemu goście po raz drugi przegrywali. Arbiter doliczył 11 minut do drugiej połowy i ten czas został spożytkowany przez przyjezdnych. Zagłębie Lubin musiało przejąć inicjatywę, więc piłkarze Leszka Ojrzyńskiego wyszli ze swojej strefy komfortu. „Miedziowi” pokazali moc i wyrwali trzy punkty. Roman Yakuba obsłużył Damiana Michalskiego, który odnalazł się w polu karnym i wpakował piłkę do siatki . Raków Częstochowa stracił punkty w ostatniej akcji meczu i może czuć olbrzymie rozczarowanie końcowym rezultatem.











