Po pasjonującym widowisku dobrze grający Lech Poznań zremisował z Deportivo La Coruna 1:1. „Kolejorz” miał szansę zainkasować trzy punkty, ale świetne okazje zmarnowali Semir Stilić i Manuel Arboleda. Podopieczni Franciszka Smudy nadal mają szansę na wyjście z grupy, ale w ostatniej kolejce muszą pokonać na wyjeździe Feyenoord Rotterdam.
Kwadrans przed rozpoczęciem spotkania przy Bułgarskiej czuć było atmosferę piłkarskiego święta. Niemal 20-tysięczna publiczność pomimo doskwierającego chłodu z wielką dumą odśpiewała klubowy hymn. Od tego momentu doping praktycznie nie milknął, a podczas wyjścia piłkarzy na boisko na trybunach było nie tylko głośno, ale i kolorowo. Sympatycy Lecha zaprezentowali efektowną oprawę upamiętniającą rocznicę Powstania Wielkopolskiego z hasłem „Prowadziła ich wiara, nadzieja i męstwo”, które dla piłkarzy miało być mottem wieczoru.

Początek spotkania ułożył się jednak dla polskiej drużyny najgorzej jak mógł. Pierwszy stały fragment gry dla przyjezdnych i od razu bramka. Bezradność obrońców „Kolejorza” po rzucie rożnym bezlitośnie wykorzystał Diego Colotto. Uśmiech, który można było zobaczyć wtedy na twarzach iberyjskich dziennikarzy, wskazywał, że spodziewają się oni łatwego i efektownego zwycięstwa. Szybko musieli oni zweryfikować swoje poglądy, gdyż piłkarze Franciszka Smudy wyglądali tak, jakby stracona bramka nie zrobiła na nich najmniejszego wrażenia.
To Lech prowadził grę, rozgrywając dokładnie piłkę i z minuty na minutę coraz groźniej atakując. Hiszpanie, zaskoczenie takim obrotem sprawy, cofnęli się na swoją połowę, licząc na grę z kontrataku. Akcje Deportivo przerywane były już w środkowej strefie boiska przez dobrze grających pomocników „Kolejorza”. Rafał Murawski, Sławomir Peszko, Jakub Wilk i przede wszystkim Semir Stilić świetnie radzili sobie w pojedynkach jeden na jeden z lepiej wyszkolonymi technicznie rywalami.
Kulminacja dobrej gry podopiecznych Franciszka Smudy nastąpiła w ostatnim kwadransie pierwszej połowy. Zaowocowało to fantastyczną zespołową akcją w 41. minucie, po której wynik spotkania wyrównał Hernan Rengifo. Spory udział przy bramce miał Manuel Arboleda, który gdy tylko mógł ochoczo zapędzał się pod pole karne Daniela Aranzubi. Zdobyty gol i głośny doping dodały skrzydeł gospodarzom, którzy ostatnie pięć minut pierwszej połowy spędzili na nieustannych atakach na połowie Deportivo.
Po przerwie obraz gry nie uległ zmianie. Zmobilizowani w szatni przez popularnego „Franza” zawodnicy Lecha ruszyli z impetem, opanowując środkową strefę boiska. Nie przekładało to się jednak na liczne sytuacje strzeleckie. Najlepszą okazję w drugiej odsłonie zmarnował Semir Stilić. Bośniak po ładnej akcji Jakuba Wilka znalazł się w sytuacji sam na sam z bramkarzem, uderzył jednak zbyt nonszalancko.











