Lech Poznań zremisował 2:2 z Udinese Calcio w pierwszym meczu 1/16 finału Pucharu UEFA. „Kolejorz” znów pokazał charakter, który jest znakiem rozpoznawczym drużyn prowadzonych przez Franciszka Smudę. Gospodarze przegrywali 0:2 i kiedy wydawało się, że mecz jest już rozstrzygnięty, niesieni dopingiem kibiców Lechici doprowadzili do wyrównania.

W czwartkowy wieczór oczy całej piłkarskiej Polski skierowane były na Poznań. W minionym tygodniu w mediach i dyskusjach kibiców Lech odmieniany był przez wszystkie przypadki. Przedmeczowe komentarze pełne były optymizmu, w których przeważał pogląd, że Udinese to solidna europejska drużyna, będąca jednak w zasięgu wielkopolskich piłkarzy.
Lech rozpoczął mecz w identycznym ustawieniu, jak w wygranym sparingu z Wisłą Płock. Niespodziankę za to sprawił trener gości – Pasquale Marino. Na ławce rezerwowych usiedli: największa gwiazda drużyny z Udine, Antonio Di Natale, oraz Simone Pepe. Jednak pomimo braku na boisku kapitana Włosi wraz z pierwszym gwizdkiem sędziego ruszyli do ataku. W 9. minucie dwa razy kapitalnie interweniował Ivan Turina, który obronił strzał Gokhana Inlera i dobitkę słabo grającego Alexisa Sancheza.

Z minuty na minutę rozkręcali się z kolei zawodnicy Lecha, głównie za sprawą Semira Stilica i Roberta Lewandowskiego. Pierwszy indywidualnymi akcjami chciał skupić na sobie uwagę obrońców Udinese, natomiast popularny „Lewy” szybko odnalazł się na nowej dla siebie pozycji – prawoskrzydłowego. Nieco niewidoczny był za to Rafał Murawski, od którego trener Smuda wymaga znacznie więcej niż od innych zawodników. Pierwszą dogodną okazję Lech stworzył w 20. minucie, po bardzo ładnej trójkowej akcji Lewandowskiego, Stilica i Wilka. Jednak ten ostatni uderzył wprost w Samira Handanovica. 9 minut później poznaniacy znowu zmarnowali dobrą sytuację. Akcji wypracowanej przez Rengifo i Stilica nie wykorzystał tym razem Murawski.
Przemarznięci do szpiku kości kibice mogli więc być pierwszą odsłoną nieco zawiedzeni. Ale rehabilitacja ze strony piłkarzy obu zespołów miała przyjść wkrótce, bowiem druga połowa była już prawdziwą piłkarską ucztą. Niestety dla Lecha rozpoczęła się bardzo źle. W 50. minucie Włosi objęli prowadzenie za sprawą Fabio Quagiarelli, najskuteczniejszego gracza Udinese w Pucharze UEFA. Zanim piłkarze „Kolejorza” zdążyli się zorientować, co tak naprawdę się wydarzyło, stracili drugiego gola. Po niefortunnej interwencji Turiny piłkę do własnej bramki skierował Manuel Arboleda. Mimo to wspierany przez 17-tysięczną publiczność Lech nie załamał się i za wszelką cenę starał się przejąć inicjatywę. W bramce rywali cuda wyprawiał jednak Samir Handanović, udowodniając, że jest jednym z najlepszych zawodników na swojej pozycji w Serie A. W 59. minucie polski zespół pokazał, że przysłowie nie zawsze się sprawdza. Lechici w 20 sekund zmarnowali aż trzy stuprocentowe sytuacje! Najpierw po strzale z pięciu metrów Stilica piłka trafiła w słupek, a później dwie dobitki Murawskiego nie znalazły drogi do bramki.













