Wrócił Puchar Polski. Wróciły też emocje, ale niestety nie tylko takie, jakich byśmy oczekiwali. Bo dzięki uprzejmości stacji posiadającej prawa do meczów w pierwszej rundzie obejrzymy tylko trzy spotkania. Trzy z 28… Świetnie, co nie? Sytuację jeszcze „ratuje” kanał „Łączy nas piłka”, który dokłada dwie transmisje. W sumie mamy pięć meczów. Wynik byłby znakomity, jeśli mówilibyśmy o kraju w sercu Afryki, a nie Europy. Nie w Polsce.
Dobra, dobra, ale dlaczego tak jest? Brakuje kamer? Ludzi? Chęci? O to próbowałem zapytać zarówno telewizję Polsat, jak i PZPN. Dać szansę na pokazanie swojego punktu widzenia. Niestety w obu przypadkach pozostałem bez odpowiedzi. Cóż… znamienne. I żeby nie było. Tu nie chodzi o mnie. Bo mi to „lata”, czy ktoś mi odpisze na maila, czy nie. Tu chodzi o środowisko kilkuset tysięcy kibiców, którzy w ostatnich dniach nie mogli obejrzeć spotkań swoich ulubionych drużyn. Jednak stacja pokazała, co o tym sądzi, chowając głowę w piasek. Tak więc będzie bez głosu z zewnątrz. Ale mimo to mam nadzieję, że ciekawie.
Dlaczego Polsat nie transmituje meczów?
Polsat ma wszystkie narzędzia, aby stanąć na wysokości zadania i poważnie podejść do realizacji Pucharu Polski. To nie ulega wątpliwości. Tak po prostu jest. Nie mówimy przecież o telewizji „kogucik”, tylko o największej prywatnej stacji telewizyjnej w kraju. Stacji, która jest w stanie wyprodukować sygnał z mundialu w siatkówce na cały świat, a nie potrafi lub nie chce z meczów Pucharu Polski. Dlaczego?
Powiedzmy, że teorii jest kilka. Pierwsza. Czy Polsatowi brakuje anten? Nie. Są trzy główne anteny sportowe telewizji, na których można transmitować takie mecze. Do tego dochodzą kanały premium. Polsat Sport ma też prężnie działającą stronę internetową i YouTube. Tak więc mówiąc kolokwialnie, jest gdzie wrzucić te transmisje. Idźmy więc dalej, czy brakuje sprzętu, ludzi? Według dostępnych danych telewizja dysponuje czterema wozami transmisyjnymi. Zakładając, że jeden z nich obecnie pracuje przy turnieju w siatkówce, zostają trzy. Czyli czysto teoretycznie można zrobić trzy transmisje jednego dnia z Pucharu Polski. Tę teorię w sumie też można raczej odrzucić.
Czyli co zostaje? Brak chęci i lekceważenie kibiców, bo nic innego nie jestem w stanie znaleźć. Telewizja Polsat jako nadawca rozgrywek o Puchar Polski ma obowiązek przeprowadzić transmisję z co najmniej 28 spotkań w sezonie. Takie są warunki umowy, które zdradził rzecznik prasowy PZPN Jakub Kwiatkowski. Czy są to warunki korzystne? Dla kibica z pewnością nie. Bo taka liczba oznacza, że transmisją nie została objęta nawet połowa spotkań rozgrywek. A to należy odbierać jako chichot prosto w oczy kibiców. Bowiem po co mi taki nadawca, który pokazuje tylko kilka meczów? To jest bez sensu.
Na własną rękę
W całej tej sprawie doszliśmy do takiego momentu, że kluby same mogłyby i chciałyby transmitować Puchar Polski. No ale właśnie. Tu na drodze stanął wielki wujek z telewizji, który na pytanie, czy możemy zrobić transmisję z meczu na własnym kanale YouTube, bo wy jej nie robicie, odpowiedział: nie. Dlaczego? W czym mu to przeszkadza? Nie wiem. Co więcej, nawet nie potrafię tego logicznie uargumentować. Bo przecież jeśli telewizja już nawet „olała” dany mecz, to dlaczego zabrania go transmitować innym zainteresowanym podmiotom? Dla nich to zero kosztów i zero strat. Typowy „pies ogrodnika”. Sam nie „zeżre”, ale innym nie da.











