Zmiana gospodarza rozgrywek miesiąc przed rozpoczęciem turnieju. Wyrzucenie jednej z reprezentacji oraz wytypowanie za nią zastępstwa bez dodatkowych kwalifikacji. Piłkarz wracający w trakcie turnieju do europejskiego klubu na mecz ligowy, a następnie przylatujący na ćwierćfinał rozgrywek. Puchar Narodów Afryki U-20 miał w tym roku dla nas sporo niespodziewanych smaczków, wywołujących szeroką gamę odczuć.
Roszady
Turnieje kontynentalne mają to do siebie, że organizowanie ich jest wielką dumą dla kraju gospodarza. Naturalnie, jest też zobowiązaniem, wyzwaniem i misją, którą za wszelką cenę trzeba wypełnić. Okazało się, że zupełnie odmienne podejście do sytuacji miało Wybrzeże Kości Słoniowej. Kraj Didiera Drogby miesiąc przez turniejem bez słowa uzasadnienia ogłosił, że odpuszcza organizację rozgrywek. Szok, niepewność i stres owładnęły afrykańską konfederację piłkarską.
Szczęście w nieszczęściu jest takie, że niemal automatycznie Egipt wyraził chęć bycia gospodarzem. Był on świetnym wyborem, bo jako jeden z niewielu krajów w Afryce ma infrastrukturę na wystarczająco wysokim poziomie właśnie na takie nagłe przypadki. A ten był wyjątkowym, bo mimo nagłego przejęcia turnieju, Kraj Faraonów nawet nie zawiesił swojej ligi państwowej. Odbywała się ona symultanicznie z mistrzostwami.
Dla Egiptu organizacja rozgrywek była dwoma pieczeniami na jednym ogniu. Reprezentacja tego kraju nie wzięła udziału w kwalifikacjach do Pucharu Narodów Afryki U-20, więc gdyby nie ta sytuacja, to by po prostu na nim nie wystąpiła. A w taki sposób przejęła miejsce Wybrzeża Kości Słoniowej, które zostało mu zapewnione jako gospodarzowi.
A propos roszad to warto wspomnieć o jeszcze jednej. Kongo, które zakwalifikowało się na turniej, zostało z niego wyrzucone. Krajowa federacja została zawieszona przez FIFA z powodu ingerencji osób trzecich w działania sportowe. CAF poszło po linii najmniejszego oporu. Nie zorganizowało dodatkowych kwalifikacji – po prostu zaprosiło do turnieju Republikę Środkowoafrykańską. Ona w pierwotnych eliminacjach przegrała w półfinale ze wspomnianym Kongiem. Jednak to, co było bardziej nietypowe to fakt, że Republika Środkowoafrykańska przejęła rozstawienie Konga w losowaniu. Tym samym była losowana z pierwszego koszyka.
Zaskoczenia i oczywistości
Republika Środkowoafrykańska nie była debiutantem, ale kopciuszkiem na pewno. Natomiast pierwszy raz na turniej zakwalifikowało się Sierra Leone. I zdecydowanie nie miało zamiaru być chłopcem do bicia. Niby zaczęło niemrawo od remisu 0:0 z Zambią, ale już w 2. kolejce absolutnie przejechało się po gospodarzach, pokonując Egipt aż 4:1! Trzeba uczciwie przyznać, że trochę pomógł w tym bramkarz Faraonów, który sumarycznie zagrał bardzo słaby turniej.











