Fani futbolu w Zjednoczonych Emiratach Arabskich nie mogą ostatnio narzekać na brak wrażeń. Na stadionie Zayed Sport City w Abu Zabi pobrzmiewa ponoć jeszcze echo ostatniego gwizdka finału klubowych mistrzostw świata, ale już dziś w położonym nad Zatoką Perską kraju rozpoczyna się kolejne święto futbolu.
Zakończone 22 grudnia, rozgrywane w Zjednoczonych Emiratach Arabskich, klubowe mistrzostwa świata były dla organizatorów próbą generalną. Już na początku stycznia nad Zatokę Perską zjechały bowiem 24 reprezentacje, które przez najbliższy miesiąc walczyć będą o tytuł mistrza Azji. Dla wszystkich futbolowych geeków jest to pozycja obowiązkowa. Ale czy tylko dla nich? Przedstawiamy kilka powodów, dla których warto zainteresować się rozgrywanym w Azji turniejem.
Bo to święto futbolu największego kontynentu na świecie
Chiny do 2050 roku chcą zostać mistrzem świata. Katar jest organizatorem najbliższych mistrzostw świata. Korea Południowa pół roku temu wysłała do domu Niemców, ogrywając ich w ostatnim meczu fazy grupowej światowego czempionatu. W azjatyckim futbolu pojawiły się wielkie pieniądze. I choć nie wszędzie i poza Chinami nie aż tak wielkie jak w Europie, to kraje zza Uralu będą niebawem coraz śmielej poczynać sobie na imprezach pokroju mistrzostw świata.
Poza potentatami mamy także drużyny, które pojawią się w ZEA w roli kopciuszka, ale niewątpliwie spróbują postawić się największym i nie są bez szans. Nie na tym turnieju. Kibicowaliście Islandii na mistrzostwach Europy? Tutaj takich Islandii macie kilkanaście. Futbolowi romantycy, szykujcie się na dużą dawkę emocji.
Bo to dobra okazja, by powiedzieć: „To on nadal trenuje?”
Azja to w ostatnich latach również bardzo atrakcyjny kierunek dla trenerów. Pod względem nazwisk szkoleniowców grupą śmierci jest bez wątpienia grupa C, w której zagrają Korea Południowa (Paulo Bento), Chiny (Marcello Lippi), Kirgistan (Alexandr Krestinin) i Filipiny (Sven Goran Eriksson). Z innych dużych nazwisk, które w tym tygodniu pojawiły się w ZEA, wspomnieć należy szkoleniowca Iranu Carlosa Queiroza, Juana Antonio Pizziego (Arabia Saudyjska) czy trenera gospodarzy Alberto Zaccheroniego, który ma już na swoim koncie jeden Puchar Azji zdobyty z Japonią w 2011 roku. Polskim akcentem jest tu dobrze znany w kraju nad Wisłą, zwłaszcza kibicom Podbeskidzia – Jan Kocian.
Bo na murawie pojawi się sporo znajomych twarzy
Dzięki umowie, jaką zawarł koreański związek piłki nożnej z Tottenhamem, Son Heung-min dołączy do reprezentacji Korei Południowej zaraz po rozgrywanym 13 stycznia spotkaniu z Manchesterem United. Oznacza to, że piłkarz „Kogutów” wzmocni reprezentację swojego kraju tuż przed ostatnim grupowym meczem z Chinami.
W Zjednoczonych Emiratach Arabskich Japonia będzie musiała sobie radzić bez trzech dużych gwiazd – nie zagrają Shinji Kagawa, Shinji Okazaki i Takashi Inui. Reprezentacja Kraju Kwitnącej Wiśni nie została jednak zupełnie pozbawiona graczy, którzy na co dzień występują w europejskich klubach. Wymienić wystarczy tu choćby Hirokiego Sakai (Olimpique Marsylia), Mayę Yoshidę (Southampton) czy Takumę Asano (Hannover).











