Rapid Bukareszt uległ na własnym stadionie Holendrom z PSV Eindhoven, tracąc dwa gole w ostatnich minutach spotkania. Dla przyjezdnych trafiali Bouma, Toivonen oraz Matavz. Jedyną bramkę dla gospodarzy zdobył Alexa.
Od pierwszego gwizdka sędziego dla zgromadzonych na stadionie Rapidu kibiców jasne stało się, że ich ulubieńcy nie będą mieli z PSV łatwej przeprawy. Holendrzy stosowali wysoki pressing, ustawiając linię obrony w okolicach linii środkowej. Przyjezdni z Eindhoven byli doskonale zorganizowani i raczej nie przepuszczali Rumunów w okolice bramki strzeżonej przez Isakssona. Raczej, bo w 8. minucie Pancu udało się dojść do pozycji strzeleckiej. Napastnik gospodarzy piłkę kopnął źle i wszystko wróciło do normy – już minutę później pokonać Comana próbował Matavz. Nie trafił w światło w bramki. Minuty upływały, a Rapid ciągle nie kwapił się do frontalnego ataku, czekając na okazję do kontry. Widać było, że Rumuni liczą głównie na skrzydła – piłka zazwyczaj na połowę PSV wędrowała lewą flanką. W 19. minucie chyba tylko nieudolność Mertensa uchroniła gospodarzy od straty bramki. Przyjezdni wyszli kontrą trzech na trzech, ale ostatecznie piłka nie trafiła do siatki, tylko pod nogi defensora. Chwilę później próbował Lens.

PSV zdobywało coraz większą przewagę. Duża w tym zasługa Oli Toivonena, który w środku pola dzielił i rządził niepodzielnie. Praktycznie bezradni Rumuni liczyli głównie na błędy. Doczekali się takiego w 25. minucie, kiedy Pieters podał piłkę do Pancu. Napastnik nie zorientował się, jaki prezent od Holendra dostał i stracił piłkę. Jakby w odpowiedzi, przyjezdni przeprowadzili akcję, która w dziewięciu przypadkach na dziesięć skończyłaby się golem. W skrócie – Mertens nie trafił z pięciu metrów w piłkę. Kilka sekund później czujność bramkarza Rapidu sprawdził Wijnaldum. Coman nawet nie próbował łapać kopniętej z okrutną siłą futbolówki. Wybił ją po prostu przed siebie. Jak to często w futbolu bywa, strona lepsza nie jest stroną strzelającą bramki. W 28. minucie Alexa dał prowadzenie gospodarzom po ładnym uderzeniu głową i jeszcze ładniejszym błędzie Boumy. Teraz to Rapid rozdawał karty. Od tego momentu czyhanie na kontry zrobiło się logiczne, a nawet wskazane. PSV musiało atakować, więc atakowało. Miejscowi z czasem nabierali pewności siebie. Objawiało się to tym, że ich linia desperackiej obrony nie ustawiała się na 20., tylko 30. metrze. W 38. minucie naprawdę mało zabrakło, by Ola Toivonen wyrównał wynik spotkania. Blondwłosy pomocnik zaliczył jednak pusty przelot w polu karnym rywala.
Gdy już wydawało się, że pierwsza połowa zakończy się minimalnym prowadzeniem gospodarzy, Bouma zrekompensował kibicom błąd w kryciu Alexy i wyrównał wynik spotkania. Warta uwagi jest świetna asysta Strootmana. Sporą część winy za utratę bramki ponosi Pancu, który defensora rywali pilnował w sposób zupełnie niezgodny z podstawowymi zasadami futbolu.











