Lechia Gdańsk poległa w Częstochowie z Rakowem aż 0:4. Pomorzanom na dobre ucieka szansa pozostania w elicie. Poza przedsezonowymi, zupełnie odmiennymi prognozami, brakuje im zwyczajnych argumentów. Co więcej styl, w jakim najprawdopodobniej pożegnają się oni z rozgrywkami, będzie po prostu wstydem.
Piątek od początku malował się dla gdańskiej Lechii w czarnych barwach. Dzień rozpoczął się od informacji o śmierci Franza Josefa Wernzego, wieloletniego współwłaściciela klubu. Wieczorny mecz tylko mocniej wpędził sympatyków przedostatniej drużyny naszej ligi w depresyjne nastroje.
Lechia Gdańsk, czyli bezradność
Niemal pewna degradacja Lechii Gdańsk jest pokłosiem fatalnego gospodarowania i pasma dziwnych decyzji na przestrzeni tego roku. Jedną z nich, mimo braku bezpośredniego wpływu na powstanie całego bałaganu, było ostatnie zatrudnienie w roli szkoleniowca Davida Badii, którego kompetencje od pierwszych dni poddawano w wątpliwość. Nawet jeśli Hiszpan w minimalnym stopniu wpłynął na drużynę w aspektach boiskowych, to brak znajomości i orientacji w jej realiach, i realiach całego polskiego środowiska, natychmiast przekreśliły szanse na powodzenie tej rozpaczliwej akcji ratunkowej.
Bilans 48-latka urodzonego w Barcelonie, który wcześniej bez sukcesów prowadził takie cypryjskie ekipy jak Ethnikos Achnas, AEK Larnaka i Akritas Chlorakas, to bezbramkowy remis na przywitanie i w następstwie cztery porażki. Były trener tureckiego Antalyasporu obejmował gdańszczan z jednym założeniem: wymienianie między sobą ogromnej liczby prostych podań. I nawet jeżeli w niewielkim stopniu potrafił dodawać piłkarzom pewności, to nie przełożyło się na rezultaty. Jedynie pudruje wymarłego ducha zespołu i po następnych niepowodzeniach oraz nieszczęściach przeistacza w jeszcze większą bezradność i frustrację.
Brudy zaważyły
Skaz na honorze „Lechistów”, nie licząc trwającej beznadziejnej formy, jest znacznie więcej. Najgłośniej w ostatnich dniach mówiło się o odsunięciu od drużyny dwóch zawodników, którzy niewątpliwie mają ten klub głęboko w sercu. Z niewyjaśnionych przyczyn możliwego konfliktu we wczorajszym spotkaniu postanowiono nie korzystać z pomocy Mario Malocy i Dusana Kuciaka, czyli piłkarzy mających kolejno 171 i 205 występów w biało-zielonym trykocie. Między słupkami stanął całkowicie nieprzygotowany Michał Buchalik, a jedno miejsce na pozycji stopera zajął Kristers Tobers, który w tej roli dobrego meczu nie zagrał od niepamiętnych czasów.











