Finałem środowych potyczek w krajowym pucharze był mecz, związanych wieloletnią przyjaźnią, zespołów GKS-u Tychy i ŁKS-u Łódź. Lepsza okazała się drużyna gospodarzy wygrywając 2:0 i bukując sobie miejsce w najlepszej ,,8″ rozgrywek. Dla drużyny z Tych jest to pierwszy awans do tej fazy Pucharu Polski od 43 lat.
Bohaterem spotkania okazali się Wojciech Szumilas i Marcin Biernat, którzy swoimi trafieniami podziękowali ŁKS-owi za udział w rozgrywkach. Dobra gra GKS-u Tychy procentuje wyrzuceniem z Pucharu Tysiąca Drużyn kolejnego renomowanego zespołu po GKS-ie Bełchatów i Radomiaku Radom.
Zdecydowany początek pierwszoligowca
Spotkanie zaczęło się od delikatnej przewagi drużyny gospodarzy, która próbowała ukłuć ŁKS atakami prawą flanką, krytą dziś przez nieogranego w tym sezonie Kamila Rozmusa. Pierwszy groźny strzał miał miejsce w 7 minucie meczu, kiedy strzałem z półwoleja nieskutecznie starał się zaskoczyć Dominika Budzyńskiego Marcin Biernat. Od pierwszych minut bardzo odczuwalny był brak Daniego Ramireza w łódzkiej drużynie, którego Kazimierz Moskal postanowił posadzić od pierwszej minuty na ławce. Sama aktywność Trąbki, Pyrdoła czy Wolskiego nie była proporcjonalna do jakości wyprowadzania akcji przez ŁKS. Po upływie 23 minut miała miejsce kontrowersyjna sytuacja z udziałem jednego z defensorów GKS-u, który przy prostopadłym podaniu w stronę Patryka Bryły mógł zatrzymywać piłkę przy użyciu ręki. Sędzia jednak uznał interwencję za prawidłową.
Z następnymi pojedynczymi szarżami Ełkaesiaków obrońcy gospodarzy radzili sobie bez zarzutów. Doskonałą okazję piłkarze z Tych zmarnowali przed upływem 30 minut gry. Prostopadłą przeszywającą piłką Keon Daniel obsłuży Bartosza Szeligę, który jednak zgrał piłkę na pamięć nie znajdując tym podaniem nikogo. Chwilę później groźny kontratak ŁKS-u niecelnym strzałem zakończył Piotr Pyrdoł. Korzystając z nieporadności łódzkiej obrony tyszanie starali się długimi zagraniami stworzyć zagrożenie. Przy jednej z interwencji poza szesnastką, drobnego urazu nabawił się Dominik Budzyński, ale na szczęście był on w stanie kontynuować grę.










