La Masia od lat stanowiła źródło piłkarskiej jakości, z którego w razie kłopotów kadrowych mogła korzystać FC Barcelona. W obliczu zakazu transferowego, który został nałożony na kataloński zespół, można byłoby się spodziewać, że sztab szkoleniowy ewentualne braki w zespole uzupełni swoimi wychowankami. Czy jednak w tym momencie znajdziemy wśród nich zawodników prezentujących odpowiednio wysoki poziom?
Szkółka Barcelony w obecnym kształcie została powołana do życia w 1979 roku z inicjatywy Johana Cruyffa, legendy klubu i twórcy dream teamu z początku lat 90. Ideą La Masii jest nie tylko kształcić świetnych piłkarzy, ale również przygotować młodych chłopców do dorosłego życia. Dlatego też absolwenci barcelońskiej cantery są młodzieńcami wykształconymi, z możliwością rozwoju w kierunku nie tylko piłkarskim. Głównym celem jest jednak przygotowanie piłkarskiego produktu, który będzie mógł zasilić kadrę pierwszego zespołu.

Messi, Iniesta, Xavi, Pedro, Busquets – te nazwiska to najlepsze przykłady kunsztu trenerów pracujących w La Masii, można by powiedzieć swego rodzaju stempel jakości. Xavi całą swoją karierę spędził w Barcelonie i przeszedł przez wszystkie 15 szczebli piłkarskiej szkółki, której zwieńczeniem jest drużyna rezerw. Gra w zespole Barcelony B to ostatni sprawdzian dla wychowanka. To grze tej drużyny najbardziej przygląda się trener pierwszego zespołu.
Przed tym sezonem w zespole rezerw doszło do kilku przetasowań. Niektórzy zawodnicy musieli odejść z powodu niespełnienia pokładanych w nich nadziei, inni z powodu przekroczenia granicy dopuszczalnego wieku (w rezerwach mogą grać piłkarze do 25. roku życia). Jednak przede wszystkim mieli zrobić miejsce piłkarzom drużyny Juvenil A (następnego szczebla po „Barcy” B), prowadzonej przez Jordiego Vinyalsa, która dopiero co wygrała młodzieżową Ligę Mistrzów. Do zespołu dołączył również, określany mianem supertalentu, Alen Halilović z Dinama Zagrzeb. Do tego, w obliczu kary nałożonej na Luisa Suareza, trener Luis Enrique chętnie korzystał z Munira i Sandro – dwóch młodych skrzydłowych, którzy błysnęli dobrą grą w pierwszych meczach sezonu. Można by powiedzieć, że wszystko idzie w dobrym kierunku.

Prawda jest jednak taka, że młodzi wychowankowie Barcelony w ogóle nie radzili sobie w rozgrywkach Segunda Division. Od początku ich grę cechowała przeciętność, co przekładało się na słabą pozycję w lidze. Podawało to też w wątpliwość gotowość niektórych piłkarzy do dorosłej gry w piłkę. Wcześniej chwaleni Munir i Sandro okazali się bardzo chimeryczni, nie potrafili ustabilizować swojej formy. Sztab szkoleniowy pierwszego zespołu nie był na tyle z nich zadowolony, żeby włączyć ich na stałe do rotacji. Tu na powierzchnię wychodzi smutny fakt – ostatnim piłkarzem z cantery, który wywalczył sobie pewne miejsce w najważniejszej drużynie sekcji piłkarskiej Barcelony, jest Pedro Rodriguez, który debiutował za czasów Pepa Guardioli. Inni, tacy jak Bartra, Montoya, Sergi Roberto, to tylko uzupełnienia kadry. Piłkarze, którzy równie często wybiegają w pierwszej jedenastce, co zasiadają na trybunach.











