Szczególnie zadowoleni i dumni z siebie mogą się czuć piłkarze z Frankfurtu, którzy wciąż liczą się w walce o finał Ligi Europy. Ten jednak mimo niezłego remisu na własnym stadionie jest bardziej marzeniem, czymś jak ze snu aniżeli rzeczą realną. Chelsea grająca u siebie na pewno jest przeciwnikiem niezwykle wymagającym dla takiego zespołu jak Eintracht, który i tak zrobił dużo więcej, niż się spodziewano.
Za marzenia jednak nikt nie karze, zatem kibicom niemieckiego outsidera nie można zabierać prawa do tego, by myśleć o wyeliminowaniu londyńczyków. Skoro już taka okazja się nadarzyła, to dlaczego nie spróbować dokonać czegoś, co można będzie za kilkadziesiąt lat opowiedzieć swoim wnukom, czegoś, czym można będzie się szczycić latami. Dla Eintrachtu sam występ w wielkim finale tych drugorzędnych europejskich rozgrywek byłby rzeczą niezwykłą.
To jednak nie taka prosta sprawa. Pamiętać należy również o tym, że „Orły” nie mogą się równać ze swoim rywalem właściwie pod żadnym względem. Ani historycznie, ani finansowo, ani sportowo. Między oboma klubami jest przepaść, którą można przeskoczyć tylko w rzadkich przypadkach i jedynie na murawie. Jednak ile razy można dokonywać cudu, bo właśnie tak powinno się spoglądać na tegoroczne wyczyny zdobywcy Pucharu Niemiec.
Byle do końca
Wąska kadra, jaką dysponuje Adolf Hütter, jest z pewnością dużym problemem szczególnie w sytuacji, kiedy drużynę dopadną problemy natury zdrowotnej bądź gdy komuś zdarzy się przymusowa przerwa za kartki. Mimo tych przeciwności trener świetnie sobie dotychczas radził, dzięki czemu Eintracht jest objawieniem całego sezonu. Wszystko, co dobre, kiedyś się jednak musi skończyć, zatem można się domyślać, że najbliższe mecze będą bardzo wyczerpujące.
Pewne problemy Eintrachtu ujawnił już w lidze Bayer Leverkusen, który rozbił „Orłów” aż 6:1. Wobec tego trudno liczyć na to, by w rewanżowym spotkaniu frankfurtczycy zdołali pokonać silniejszą na papierze Chelsea. W dodatku problemem jest brak siły ognia. Przez pewien czas Eintracht musiał sobie radzić bez jednego z najlepszych swoich napastników – Sebastiana Hallera. Francuz jednak najprawdopodobniej wystąpi w rewanżowym meczu z „The Blues”, więc może się okazać bardzo ważną postacią w rywalizacji o finał.
Na oparach
Nie tylko ostatni mecz Eintrachtu można uznać za słabszy w ich wykonaniu. Oczywiście porażka z Bayerem jest aż nadto widoczna, a sam wynik należy ocenić jako totalną klęskę. Nie jest to jednak pierwsze takie spotkanie, w którym czwarta drużyna Bundesligi pod koniec sezonu traci punkty. Wszystko zaczęło się już kilka tygodni wcześniej, gdy lepszy okazał się FC Augsburg. Ekipa z dołu tabeli była w stanie zwyciężyć na terenie zdobywcy Pucharu Niemiec.











