I liga powoli nabiera rozpędu. Każda kolejka przynosi coraz więcej zaskakujących rozstrzygnięć, nie szczędząc kibicom emocji. Wszystko wskazuje na to, że również piąta kolejka rozgrywek na zapleczu Ekstraklasy będzie bardzo atrakcyjna. Śmiało możemy powiedzieć, że tym razem możemy mieć do czynienia nie z jednym, a z kilkoma hitami kolejki.
Mecz na szczycie w Świnoujściu
Największe emocje szykują się w Świnoujściu. Tamtejsza Flota będzie podejmować ubiegłorocznego spadkowicza z Ekstraklasy, Piast Gliwice. Podopieczni Petra Nemeca nie uchodzili za faworytów przed rozpoczęciem sezonu, lecz po czterech kolejkach zajmują w tabeli drugie miejsce, ustępując jedynie Podbeskidziu Bielsko-Biała. Piast jest zaledwie o jedną pozycję niżej, więc śmiało można powiedzieć, że sobotnie spotkanie będzie meczem na szczycie. Zespół ze Świnoujścia podejdzie do tego meczu opromieniony wyeliminowaniem w rozgrywkach Pucharu Polski Jaroty Jarocin, choć należy przyznać, że zwycięstwo zostało wywalczone w nie najlepszym stylu, bo I-ligowiec triumfował dopiero po rzutach karnych. Warto jednak zauważyć, że kolejne trafienie zaliczył Charles Uchenna Nwaogu, który imponuje formą od początku sezonu i przewodzi strzelcom w przedsionku Ekstraklasy. Nigeryjczyk nie jest jednak samodzielnym liderem, bo tyle samo trafień zaliczył Bartosz Iwan, który reprezentuje barwy gliwiczan. A więc w Świnoujściu, oprócz pojedynku drugiej drużyny z trzecią, będziemy również świadkami starcia najlepszych strzelców I ligi.
Lider walczy w Katowicach

Podbeskidzie Bielsko-Biała znakomicie wystartowało w nowym sezonie i po pierwszych czterech kolejkach pewnie lideruje w wyścigu o awans do grona najlepszych szesnastu zespołów w Polsce. „Górale” jak do tej pory są również najskuteczniejsi w I-ligowej rywalizacji, bo mają już na swoim koncie dziewięć bramek. Jak na tym tle wyglądają katowiczanie? GKS miał w tym sezonie włączyć się do walki o awans, jednak początek sezonu zupełnie na to nie wskazuje. Pojedynek z Podbeskidziem może być prawdziwą wykładnią możliwości zespołu Dariusza Fornalaka. Jeśli popularna „Gieksa” nie zacznie szybko gromadzić punktów, to będzie musiała zweryfikować swoje plany i ograniczyć się do walki o utrzymanie.
Zmazać plamę
Za głównego faworyta obecnego sezonu w I lidze uchodził ŁKS Łódź. Od pierwszego meczu potwierdzał wysokie aspiracje, a dobra forma Jakuba Koseckiego i Marcina Mięciela wydawała się rosnąć z meczu na mecz. Dopiero tydzień temu zespół z alei unii został brutalnie sprowadzony na ziemię przez poznańską Wartę. Porażka 1:4 na pewno zabolała zespół Andrzeja Pyrdoła i teraz piłkarze będą chcieli udowodnić, że był to tylko wypadek przy pracy. Zapowiada się więc arcyciekawe widowisko, bo piłkarze ŁKS-u z całą pewnością posiadają wysokie umiejętności, a teraz będą za wszelką cenę maksymalnie je wykorzystywać ze względu na podrażnioną ambicję. Co na to Górnik Łęczna? Ekipa Mirosława Jabłońskiego jak na razie zaskakuje regularnością, u siebie wygrywa 1:0, na wyjeździe przegrywa 1:2. Tym razem, jeśli zespół z Lubelszczyzny nie wzniesie się na wyżyny swoich możliwości, to ŁKS może zaaplikować im znacznie więcej bramek.












