Łukasz Teodorczyk w swojej „dorosłej” przygodzie z piłką jak dotąd zagrał w pięciu klubach. Dwa z nich były na polskim podwórku, zaś pozostałe to już zagraniczne wojaże. Wydawać by się mogło, że od samego początku „Teo” prowadzi swoją karierę nad wyraz rozsądnie. Średniak naszej ekstraklasy, następnie transfer do drużyny, która biła się o mistrza, spokojne wyrobienie sobie pozycji, walka o koronę króla strzelców rozgrywek i dopiero wtedy myśl o wyjeździe za granicę. Krok po kroku piąć się coraz wyżej i wyżej, aż dotrze się na sam szczyt, własny Mount Everest. W mediach przeszedł szczeble od utalentowanego przez mającego potencjał po jednego z najlepszych polskich napastników grających wówczas w lidze.
Bilans w ekstraklasie (Polonia Warszawa, Lech Poznań) to 90 meczów i 38 bramek. W wieku 23 lat zdecydował się na podbój europejskich boisk. Świat stał otworem, powoli klubom doskwierał na rynku transferowym deficyt klasycznej „9”, więc tym bardziej Łukasz miał szansę zaistnieć w solidnym europejskim zespole. Przewidywania swoje, realia swoje. Nastąpiła dość szybka weryfikacja umiejętności strzeleckich zawodnika rodem z Żuromina. Poza granicami kraju różnie mu się wiodło.
Dynamo Kijów
Jego ostatnim klubem w Polsce był Lech Poznań, drużyna mająca jednych z najbardziej wymagających kibiców, gdzie presja jest ogromna. Lecz bez wątpienia „Teo” sobie w „Kolejorzu” poradził. Jego krnąbrny charakter, który wykorzystywał do pozytywnych aspektów, podobał się przy Bułgarskiej, był waleczny, skuteczny. Jego bilans to 58 meczów i 28 bramek. Łukasz zagraniczne wojaże rozpoczął od jednej z dwóch najlepszych drużyn na Ukrainie, Dynamo Kijów. Ukraińcy kupili polskiego napastnika za 4 mln euro, do dziś jest to jeden z największych transferów rodzimej ekstraklasy. 27 sierpnia 2014 Teodorczyk podpisał pięcioletni kontrakt z ukraińskim klubem.
W Premier-liha zadebiutował 30 sierpnia 2014 w wygranym 2:0 meczu z Czarnomorcem Odessa. Polak pojawił się na boisku w 85. minucie gry, zmieniając Younesa Belhandę i przy pierwszym kontakcie z piłką zanotował asystę przy bramce Andrija Jarmołenki na 2:0. Pierwszego gola dla Dynama zdobył w następnej ligowej kolejce – 13 września 2014 w spotkaniu z Zorią Ługańsk (2:2). W sezonie 2014/2015 sięgnął z Dynamem po mistrzostwo i Puchar Ukrainy.
24 listopada 2015 podczas wygranego 2:0 meczu z FC Porto zadebiutował w rozgrywkach fazy grupowej Ligi Mistrzów. 14 maja 2016 w spotkaniu z Metalistem Charków strzelił pierwszego hattricka dla Dynama Kijów. W sezonie 2015/2016 ponownie zdobył ze swoim zespołem mistrzostwo Ukrainy, jednak z powodu kontuzji, która wykluczyła go z gry w pierwszej części rozgrywek, był przeważnie zawodnikiem rezerwowym. Z Łukaszem wiązano duże nadzieje, miał zostać prawdziwym goleadorem. W Kijowie nigdy mu się to nie udało, przez dwa sezony rozegrał 42 mecze, strzelił 16 goli i zaliczył dwie asysty. Dobre spotkania przeplatał tragicznymi. Brakowało ciągłości strzeleckiej, stabilizacji formy. Łapał częste kontuzje, frustracja samego piłkarza, jak i kolegów z drużyny rosła.
Choć faktem jest także to, że tak naprawdę nigdy nie otrzymał szansy z prawdziwego zdarzenia. Nie poczuł, że trener chce na niego postawić. Zawsze był ktoś ważniejszy, lepszy. Wówczas jednym z takich zawodników był Junior Moraes, jego liczby nie rzucały na kolana, ale był Brazylijczykiem, do których na Ukrainie mają słabość po dziś dzień. W mediach sporo udzielał się były znakomity piłkarz Dynama Oleksandr Zawarow, który najbardziej krytykował Polaka. Mawiał, że Szachtar Donieck ma w swoich szeregach Williana, Douglasa Costę, a Dynamo Teodorczyka, o którym nikt w Europie nic nie wie. Prowokacyjne, niesprawiedliwe, ale niestety nasz rodak nie bronił się liczbami.











