Powoli zbliżamy się do zakończenia fazy grupowej rosyjskich mistrzostw świata. Co wiemy? Tyle że nic nie wiemy. Mundial obfituje w sensacyjne rozstrzygnięcia, niespodzianki i inne nietuzinkowe zdarzenia oraz fakty. Jakie? Zapraszamy na nasze podsumowanie wczorajszego dnia.
Piłka nożna potrafi czasem zaskakiwać, a takie są właśnie rosyjskie mistrzostwa. Zaskakujące. Polska pustynia i poziom gry naszych reprezentantów w niczym nieprzypominający tego oczekiwanego wcześniej, Panama ciesząca się po bramce niczym wygrywajacy główną nagrodę w „Milionerach” czy udany trening Meksykanów w basenie. To już historia, ale kolejne dziejowe epizody rozgrywają się na naszych oczach. Postanowiliśmy szerzej skupić się na jednym, bo warto!
1. Klęska Niemców
Takiego blamażu nie pamiętają prawdopodobnie nawet najstarsi niemieccy górale. Klęska, hańba, kompromitacja. Wielkie „Die Mannchaft” wraca do domu!
Co z tego, że zawodnicy Joachima Loewa dominowali w każdym z trzech meczów, co z tego, że Toni Kroos dał im nadzieję, wygrywając spotkanie ze Szwecją. Nic. Niemcy pakują swoje walizki i udają się w smutną drogę powrotną. Już widać te tłumy witające ich na lotnisku, te piękne, blondwłose, niemieckie niewiasty rzucające się zawodnikom na szyję lub… „sprzedające” im tradycyjne „liście”.
Fatum, bo od pewnego czasu mistrzowie świata nie potrafią wychodzić z grupy na kolejnych turniejach. Francja po sukcesie w 1998 nie wychodzi z grupy w 2002 roku, Brazylia w 2006 odpada w 1/8. Kolejne przykłady to Włochy i Hiszpania, a obecnie tradycję postanowili podtrzymać Niemcy.
Porażka z Koreą Południową 0:2 i obraz zrozpaczonego, bezradnego i tracącego piłkę na połowie przeciwnika Manuela Neuera… dramat rozgrywający się na oczach Dietmara w Koeln, Helgi we Freiburgu czy Hansa w Rostocku.
Tylko raz w historii zdarzyło się, że Niemcy przegrali w początkowej fazie mundialu. Ulegli Szwajcarom 2:4 i było to w 1938 roku…
Dla Koreańczyków wygrana z mistrzami świata jest ogromnym sukcesem. Skazywani na pożarcie, jedni z najsłabszych na turnieju… a nie! Przecież w futbolu nie ma słabych drużyn – oprócz jednej.
Tak po bramce na 1:0 cieszył się komentator koreańskiej TV:











