Premier League. Transfery napędzane milionami z praw TV


5 września 2015 Premier League. Transfery napędzane milionami z praw TV

Chyba nie ma lepszego przykładu na przewagę finansową ligi angielskiej nad resztą kontynentu niż transfer Martiala do Manchesteru United w ostatni dzień letniego okienka transferowego. Jednak innym dobrym przykładem na potwierdzenie tego zjawiska są ruchy klubów środka tabeli. Na pewno nie tak efektowne jak sagi wokół Raheema Sterlinga czy Davida de Gei, ale z pewnością równie ciekawe.


Udostępnij na Udostępnij na

Popatrzmy na to, jak rozwinęła się na przełomie ostatnich dziesięciu lat sytuacja klubów środka tabeli na rynku transferowym. Bo o ile można powiedzieć, że pod względem finansowym czołówka Premier League ustępuje swoim odpowiednikom w lidze hiszpańskiej czy Bayernowi w lidze niemieckiej, o tyle w środku tabeli już nie. Przykładowo Stoke, Swansea czy Crystal Palace są bogatszymi klubami od Celty, Torino czy Hoffenheim.

http://i58.tinypic.com/11wgfes.png

Dobrze pokazuje to powyższa grafika, która mówi nam, za jaką cenę wybrane kluby zbudowały swoje obecne składy. Nie oznacza to rzecz jasna, że czysto piłkarsko kluby z Wysp mają taką samą przewagę nad swoimi rywalami z innych lig. Po prostu są bogatsze, a rywale z kontynentu o tym wiedzą i to wykorzystują, dyktując wyższe ceny za swoich piłkarzy.

Choć nie wszyscy w Wielkiej Brytanii chcą dużo płacić. Przykładem świetnie zarządzanego klubu jest Swansea. W klubie z południowej Walii starają się raczej ściągać piłkarzy za niskie ceny (najlepiej za darmo), ale rekompensują to, dając atrakcyjne kontrakty. Nie tracą więc aż tyle, jeśli dany piłkarz się nie sprawdzi, bo nie płacą za niego 15 czy 20 milionów funtów opłaty transferowej.

Andre Ayew
Andre Ayew, nowy nabytek Swansea City, to dobry przykład tego, że angielskie kluby ze środka tabeli mogą sobie pozwalać na coraz śmielsze działania na rynku transferowym

W minione lato zespół Garry’ego Monka sprowadził Andre Ayew , Edera, Francka Tabanou i rezerwowego szwedzkiego bramkarza, Kristoffera Nordfeldta. Zapłacono za nich łącznie 10 milionów funtów, za co kibice powinni postawić Gary’emu Leadbitterowi, szefowi rekrutacji i zarządowi „Łabędzi”, pomnik przed stadionem (choć na marginesie kibice sami są udziałowcem klubu i mają w zarządzie swojego przedstawiciela). Bo gdyby nie fakt, że Ayew kończył się kontrakt z Marsylią, to on sam kosztowałby o wiele więcej niż 10 mln. Który inny klub środka tabeli w Europie mógłby sobie pozwolić na ściągnięcie Ghańczyka? Obstawiam, że żaden.

Przy czym warto dodać, że mowa tu o klubach, które od paru sezonów notują wyniki na miarę środka tabeli danej ligi. Bo Borussia Dortmund także zakończyła sezon w środku tabeli w sezonie 2014/2015, ale wszyscy się zgodzimy, że był to jednorazowy „wyczyn”.

Wracając do Ayew,  to żeby było jeszcze piękniej, jest to transfer trafiony, bo w czterech dotychczas rozegranych kolejkach Premier League były piłkarz Marsylii trzy razy trafiał do siatki rywali, notując do tego jedną asystę. Kolejnymi przykładami, jakie możemy tu wymienić, są Dimitri Payet, Angelo Ogbonna (obaj do WHU), Xherdan Shaqiri (do Stoke) czy Yohan Cabaye (do Crystal Palace).

Dużą przewagę finansową dają pieniądze ze sprzedaży praw telewizyjnych. Tak rozdzielono je po sezonie 2013/2014:

http://i59.tinypic.com/2vjsn6h.jpg

Pokazane są nie pozycje, jakie kluby zajęły na bazie punktów, ale na bazie przychodów ze sprzedaży praw telewizyjnych właśnie. Pewne różnice (jak ta między przychodami z tego tytułu Bayernu a Cardiff) są zatrważające. A był to pierwszy sezon trwającej do dziś umowy opiewającej na 3 miliardy funtów. Kolejna wejdzie w życie w następnym sezonie i będzie warta 2 miliardy funtów więcej, więc czeka nas brutalna walka o przetrwanie w Premier League, żeby się załapać do dzielenia tego obfitego tortu.

Dziesięć lat temu umowa klubów z telewizjami była warta „tylko” miliard funtów. Czyli dostawały trzy razy mniej. To, jaki to miało i ma wpływ na transfery, pokaże nam porównanie zakupów klubów środka tabeli teraz i wtedy.

Tabela 04-05
Tabela na koniec sezonu 2004-2005 (źr. Wikipedia)
Tabela 14-15
Tabela na koniec sezonu 2014-2015 (źr. Wikipedia)

 

 

 

 

 

Zakupy poszczególnych klubów środka tabeli po sezonie 2004 /2005.

Manchester City: Georgios Samaras (6 mln funtów), Darius Vassell (2,5 mln), Andrew Cole (za darmo), Matthew Mills (o,5 mln).

Aston Villa: Milan Baros (6 mln), Wilfred Bouma (3 mln), Kevin Phillips (1 mln), Aaron Hughes (1 mln).

Charlton Athletic: Darren Bent (3 mln), Marcus Bent (2 mln), Darren Ambrose (1 mln); Chris Powell, Thomas Myhre, Gonzalo Sorondo (za darmo).

Nie wybraliśmy do tego zestawienia Tottenhamu, bo jego dziewiąte miejsce w sezonie 2004/2005 było poniżej stanu klubu, a finansowo na pewno był wówczas dwa kroki przed sąsiadami w tabeli.

Jak widzimy, zakupy klubów, łagodnie rzecz ujmując, nie powalały. Kupowano albo zawodników po przejściach, którzy chcieli się odbudować po nieudanych pobytach w bardziej renomowanych klubach (jak Baroś), młodych, perspektywicznych(jak D.Bent czy Samaras), albo doświadczonych (A.Cole). W dodatku City wydało 9 milionów tylko dlatego, że sprzedało Shauna Wrighta-Phillipsa do Chelsea za ponad 20 mln.

Jeśli zestawimy to z takimi nazwiskami, jak: Ayew, Payet, Shaqiri, Deulofeu, czy Cabaye, które trafiają do PL dziś, to wygląda to dość blado. Wiadomo, że piłkarze kosztują teraz po prostu więcej i zarabiają więcej niż 10 lat temu, ale chodzi po prostu o klasę zawodników, jacy byli sprowadzani.

Kluby Top 4 od tamtego czasu raczej osłabiły swoją pozycję międzynarodową, aniżeli poprawiły. Real Madryt, FC Barcelona czy Bayern Monachium mogą mieć każdego ich zawodnika, jeśli się uprą, a i dany piłkarz będzie za transakcją. Ale kluby grające o pietruszkę, którym raczej nie grożą europejskie puchary, ani walka o utrzymanie w późnej fazie sezonu, mogą sobie pozwolić na coraz lepszych piłkarzy. To sprawia, że poziom się wyrównuje, bo to samo możemy powiedzieć o klubach z dolnych części tabeli – wydają więcej od swoich odpowiedników za granicą.

Harry Redknapp
Były trener Tottenhamu, Harry Redknapp jest dość jednoznaczny jeśli chodzi o ocenę Ligi Europejskiej. (fot. www.epl.theoffside.com)

W kontekście szans przedstawicieli Premier League w europejskich pucharach na pewno nie wygląda to optymistycznie. Jeśli każdy zespół dysponuje konkretną liczbą jakościowych graczy, to giganci grający w LM co tydzień muszą walczyć na 100%, by zdobyć komplet punktów. Wyrównanie poziomu ligi wpływa korzystnie na jej atrakcyjność, ale nie jest tak sprzyjające, gdy przychodzi do rywalizacji z gigantami na kontynencie. Choć Anglicy nie zawsze odpadają z gigantami – mniejsze kluby takie jak Southampton i West Ham w tym sezonie czy Hull City rok temu miały okazję do pokazania się w Europie i ją zaprzepaściły już w rundzie eliminacji do Ligi Europy – odpadając odpowiednio z duńskim Midtyjlland, rumuńską Astrą i belgijskim Lokeren (grającym następnie w fazie grupowej z Legią Warszawa).

Dlaczego odpadają? Bo mają często zbyt wąskie kadry do skutecznej gry na dwóch frontach. Pada więc wybór – sukces w Europie czy próba obrony pozycji w kraju. Odpowiedź na to, co wybierają, jest raczej prosta. Dobrze obrazuje to komentarz Harry’ego Redknappa przed obecnym sezonem, który zapytany o to, co musi zrobić West Ham, żeby w Premier League osiągnąć lepszy wynik niż przed rokiem, powiedział jasno: – Jak najszybciej odpaść z Ligi Europy.

Dodaj komentarz

Zapraszamy do kulturalnej dyskusji.

Najnowsze
Newsletter piłkarski