Chyba nie ma lepszego przykładu na przewagę finansową ligi angielskiej nad resztą kontynentu niż transfer Martiala do Manchesteru United w ostatni dzień letniego okienka transferowego. Jednak innym dobrym przykładem na potwierdzenie tego zjawiska są ruchy klubów środka tabeli. Na pewno nie tak efektowne jak sagi wokół Raheema Sterlinga czy Davida de Gei, ale z pewnością równie ciekawe.
Popatrzmy na to, jak rozwinęła się na przełomie ostatnich dziesięciu lat sytuacja klubów środka tabeli na rynku transferowym. Bo o ile można powiedzieć, że pod względem finansowym czołówka Premier League ustępuje swoim odpowiednikom w lidze hiszpańskiej czy Bayernowi w lidze niemieckiej, o tyle w środku tabeli już nie. Przykładowo Stoke, Swansea czy Crystal Palace są bogatszymi klubami od Celty, Torino czy Hoffenheim.
http://i58.tinypic.com/11wgfes.png
Dobrze pokazuje to powyższa grafika, która mówi nam, za jaką cenę wybrane kluby zbudowały swoje obecne składy. Nie oznacza to rzecz jasna, że czysto piłkarsko kluby z Wysp mają taką samą przewagę nad swoimi rywalami z innych lig. Po prostu są bogatsze, a rywale z kontynentu o tym wiedzą i to wykorzystują, dyktując wyższe ceny za swoich piłkarzy.
Choć nie wszyscy w Wielkiej Brytanii chcą dużo płacić. Przykładem świetnie zarządzanego klubu jest Swansea. W klubie z południowej Walii starają się raczej ściągać piłkarzy za niskie ceny (najlepiej za darmo), ale rekompensują to, dając atrakcyjne kontrakty. Nie tracą więc aż tyle, jeśli dany piłkarz się nie sprawdzi, bo nie płacą za niego 15 czy 20 milionów funtów opłaty transferowej.

W minione lato zespół Garry’ego Monka sprowadził Andre Ayew , Edera, Francka Tabanou i rezerwowego szwedzkiego bramkarza, Kristoffera Nordfeldta. Zapłacono za nich łącznie 10 milionów funtów, za co kibice powinni postawić Gary’emu Leadbitterowi, szefowi rekrutacji i zarządowi „Łabędzi”, pomnik przed stadionem (choć na marginesie kibice sami są udziałowcem klubu i mają w zarządzie swojego przedstawiciela). Bo gdyby nie fakt, że Ayew kończył się kontrakt z Marsylią, to on sam kosztowałby o wiele więcej niż 10 mln. Który inny klub środka tabeli w Europie mógłby sobie pozwolić na ściągnięcie Ghańczyka? Obstawiam, że żaden.
Przy czym warto dodać, że mowa tu o klubach, które od paru sezonów notują wyniki na miarę środka tabeli danej ligi. Bo Borussia Dortmund także zakończyła sezon w środku tabeli w sezonie 2014/2015, ale wszyscy się zgodzimy, że był to jednorazowy „wyczyn”.
Wracając do Ayew, to żeby było jeszcze piękniej, jest to transfer trafiony, bo w czterech dotychczas rozegranych kolejkach Premier League były piłkarz Marsylii trzy razy trafiał do siatki rywali, notując do tego jedną asystę. Kolejnymi przykładami, jakie możemy tu wymienić, są Dimitri Payet, Angelo Ogbonna (obaj do WHU), Xherdan Shaqiri (do Stoke) czy Yohan Cabaye (do Crystal Palace).














