Obecna kampania ligowa w Premier League przyniosła nam zarówno wiele pozytywnych, jak i negatywnych zaskoczeń. Bez dwóch zdań do tej pierwszej kategorii zalicza się postawa Leicester City, które pewnie zmierza po mistrzostwo Anglii. W cieniu drużyny Claudio Ranieriego znajduje się beniaminek z Bournemouth. Piłkarze „Wisienek” prawdopodobnie zapewnią sobie ligowy byt, gdyż na tę chwilę bliżej im do europejskich pucharów aniżeli do miejsc spadkowych. Kto stoi za sukcesem kopciuszka, który rozgrywa swój pierwszy w historii sezon w angielskiej ekstraklasie?
Drugi dzień maja 2015 roku. Trwa ostatnia kolejka Championship. Powoli dobiegają końca mecze, które zadecydują o tym, kto uzyska bezpośrednią promocję do Premier League, a kto zagra w barażach. Na Vicarage Road liderujący Watford prowadzi z Sheffield Wednesday 1:0, a na The Valley Bournemouth ogrywa Charlton 3:0. Taki obrót spraw premiuje bezpośrednim awansem „Szerszenie”, lecz futbol nauczył nas już niejednokrotnie, że niemożliwe staje się możliwe. Nadszedł doliczony czas gry w meczu ówczesnego lidera. Wszystko zmierzało ku założonemu celowi, lecz całe świętowanie zepsuł Atdhe Nuhiu. Zawodnik Sheffield doprowadził do remisu, a tym samym bezpośrednio do Premier League wrzucił ekipę z Dean Court! Tak zaczęła pisać się piękna historia klubu znad kanału La Manche.
Bournemouth po raz pierwszy w swojej historii wywalczyło awans do Premier League. Historia klubu, który w sezonie 2012/2013 grał jeszcze w League One (a kilka lat wcześniej zaczynał sezon w League Two z ujemnym bilansem punktowym), pisze się na naszych oczach. To, jak ważnym dniem był 2 maja 2015 roku dla każdego kibica, zawodnika oraz człowieka związanego z „The Cherries”, pokazał nam szał radości nie tylko sympatyków, ale i ludzi wewnątrz klubu.
Przed rozpoczęciem sezonu 2015/2016 chyba nie było zestawienia przewidującego tabelę końcową z innym scenariuszem niż czerwono-czarnym kopciuszkiem w jednym z trzech ostatnich miejsc tabeli, oznaczających spadek do Championship. Większość piłkarskich ekspertów twierdziła, że klub z hrabstwa ceremonialnego Dorset nie zagrzeje długo miejsca w Premier League. Typowano, że po zaledwie jednym sezonie zawodnicy tego niewielkiego klubu wrócą do niższej ligi. Na dzień dzisiejszy mogę pokusić się o stwierdzenie, że tak się nie stanie. Trzynaście punktów przewagi nad strefą spadkową to bezpieczny zapas, który zapewni Bournemouth ligowy byt.
Reżyser Howe
Zgrzeszyłbym, gdybym pisząc o sukcesach tego klubu, bo niewątpliwie do takiej kategorii należy zaliczać coraz bardziej prawdopodobne utrzymanie w Premier League i wcześniejsze wygranie Championship, nie wspomniałbym o osobie Eddiego Howe’a. Młody Anglik szturmem wpadł ze swoją ukochaną drużyną do angielskiej ekstraklasy, dając tym samym znać całemu światu, kim jest człowiek, który pisze własnym piórem historię beniaminka angielskiej ekstraklasy. A dlaczego ukochanej? 38-latek z klubem grającym na Dean Court związany jest od początku swojej kariery – zarówno tej menedżerskiej, jak i wcześniej piłkarskiej. To właśnie w drużynie „The Cherries” zanotował swój debiut w seniorskim futbolu. Przez cały czas trwania swojej kariery przywdziewał jeszcze tylko na krótki okres koszulki Portsmouth i Swindon Town. Howe stwierdził jednak, że Bournemouth to miejsce, gdzie czuje się najlepiej, przez co postanowił wrócić do „Wisienek”. Tak więc od początku swojej przygody z futbolem 38-letni Anglik jest częścią tego klubu. Tym samym sukcesy, jakie osiąga, znaczą jeszcze więcej.











