Trzech polskich zespołów w fazie grupowej w Lidze Europy w tym sezonie nie zobaczymy. Śląsk Wrocław, wicemistrzowie Polski, po eliminacji Dundee United, Lokomotiwu Sofia musiał uznać wyższość piłkarzy Rapidu Bukareszt. Po przegranej we Wrocławiu 1:3 rewanż zakończył się honorowym remisem 1:1.
Źle obliczona trajektoria lotu piłki zaskoczyła Wasiluka, a rywale Śląska już w 7. minucie doczekali się bardzo groźnej okazji. Pancu wykorzystał niefrasobliwość stopera gości i wybiegł niemal sam na sam z Kelemenem, jednak słowacki bramkarz błysnął refleksem. Chwilę później w zamieszaniu w polu karnym najlepiej znalazł się Pancu, ale jego strzał obronił Kelemen. Nie był to koniec zagrożenia, bo do piłki dopadł Herea, jednak ponownie świetnie pokazał się golkiper przyjezdnych.

Co nie udało się w dwóch pierwszych próbach, udało się Pancu w 12. minucie. Napastnik gospodarzy niekryty wyskoczył do dośrodkowania Surdu i skierował piłkę mądrym strzałem ponad zaskoczonym Kelemenem. Trio Surdu – Pancu – Herea wyróżniało się zdecydowanie na tle pozostałych graczy, biegających po boisku. To właśnie trzej piłkarze Rapidu najczęściej zagrażali bramce Śląska.
Goście jeszcze przed przerwą mieli świetną okazję do podwyższenia prowadzenia, gdy uderzeniem z pierwszej piłki błysnął Burca. Rumun pomimo asysty Pawelca zdołał groźnie strzelić, a Kelemen sparował futbolówkę na rzut rożny i to z najwyższym trudem. Po pierwszej połowie Śląsk pokazał niewiele, a sprawa awansu wygląda już naprawdę bardzo niewyraźnie.
Po zmianie stron naprawdę blisko zdobycia wyrównania, a i pierwszej bramki strzelonej z akcji dla Śląska w dwumeczu był Diaz. Argentyńczyk trochę przypadkiem dopadł do piłki w polu karnym, po czym oddał strzał, ale piłka mimo wszystko minęła bramkę rumuńskiego klubu. Ponadto Śląsk nadal miał problemy z przyjęciem piłki czy zwyczajnym wyjściem z własnej połowy.
Gracze Rapidu znakomicie panowali nad wydarzeniami boiskowymi, a każde podanie w obręb pola karnego czy nawet na połowie rywala skutkowało wysokim, skutecznym pressingiem ze strony Rumunów. Momentami spotkanie wyglądało tak, jakby Rapid bawił się piłką, spokojnie wyczekując końca meczu, a Śląsk coraz bardziej sfrustrowany faulował, a zawodnicy notowali żółte kartki.












