28 maja 2017 roku. Ta data będzie bardzo szczególna dla fanów Romy. W niedzielę po raz ostatni Francesco Totti zagra w koszulce „Giallorossich”. Bohaterem tego artykułu nie jest jednak „Cesarz Rzymu”, ale jego… numer. Tak, koszulka z numerem 10. Władze klubu chciałyby uhonorować swoją legendę przez zastrzeżenie liczby. Dyskusję o tym, czy należy tak postąpić, rozpoczął trener Luciano Spalletti, który wolałby tego nie robić. Czy powinno się honorować w taki sposób zasłużonych piłkarzy? A może lepiej numery pozostawiać dla młodych zawodników wzorujących się na wybitnych graczach?Moda na honorowanie piłkarzy przez zastrzeganie numeru wzięła się zza oceanu. W Stanach Zjednoczonych w rozgrywkach NBA czy NHL często w taki sposób są nagradzane wybitne jednostki. Sporą różnicą między sportami jest to, że zazwyczaj koszykarze i hokeiści korzystają z całej dozwolonej puli numerów od 0 do 99. W piłce nożnej do lat 90. najczęściej wyjściowy skład występował z numeracją od 1 do 11, a wszystkim poszczególne liczby kojarzą się z daną pozycją (np. 10 – rozgrywający; 9 – napastnik). Stało się to standardem piłkarskim i rzadko się zdarza, żeby ktoś wybrał powyżej liczby 23. I to właśnie z tego powodu pojawia się dyskusja o zastrzeganiu numerów w piłce nożnej. Ale po kolei. Kto w futbolu został honorowany wyłączeniem numeru?
Ku pamięci zasłużonych
Numery są najczęściej zastrzegane dla piłkarzy, którzy byli wierni jednym barwom lub swoimi zdolnościami zapisali się w historii klubu. We Włoszech tak nagrodzono wielu graczy. Właśnie Serie A jako pierwsza liga w Europie uhonorowała w ten sposób zawodnika. Mowa tu o Franco Baresim (numer 6), który grał 20 lat w koszulce AC Milan. Akurat drużyna z Mediolanu jako pierwsza zastrzegła dwa numery, bo na zakończenie kariery Paolo Maldiniego (25 lat gry w Milanie) zablokowała numer 3. Z tym że należy tu o czymś wspomnieć. Jeżeli któryś z synów Włocha dostanie się do pierwszej drużyny „Rossonerrich”, to będzie mógł przywdziać trykot z numerem ojca.
Diego Maradona w barwach SSC Napoli zdobył mistrzostwo Włoch i Puchar UEFA. Wzniósł klub z południa na najwyższy poziom, a do dziś jest tam traktowany, dosłownie, na równi z Bogiem. Nikt nie miał pretensji o to, żeby zastrzec numer 10, z którym Argentyńczyk grał w barwach drużyny z Neapolu. W Anglii w barwach West Ham 16 lat grał Bobby Moore. Wybitny obrońca reprezentacji Anglii występował z numerem 6 i to właśnie on został zastrzeżony po jego śmierci. Podobne historie zdarzały się w Polsce. Po latach tak postąpiła Legia Warszawa z numerem 10 na cześć Kazimierza Deyny. Również Widzew Łódź po śmierci Włodzimierza Smolarka zastrzegł numer 11.

Ku pamięci tragicznie zmarłych
Niestety w futbolu zdarzały się tragiczne momenty. W 2003 roku podczas Pucharu Konfederacji w meczu półfinałowym Kameruńczyk Marc-Vivien Foe niespodziewanie zasłabł na boisku. Mimo 45-minutowej reanimacji piłkarz zmarł na atak serca. Ku pamięci zawodnika został zastrzeżony numer 23 w Manchesterze City (ostatni klub Kameruńczyka), numer 17 w RC Lens (grał tam pięć lat) i numer 17 w Olympique’u Lyon (grał tam trzy lata, ale w 2008 roku zniesiono blokadę). Podobnie postąpiła Benfica Lizbona pół roku później, po niespodziewanej śmierci na boisku Miklosa Fehera. Węgier w końcówce spotkania z Vitórią Guimaraes zasłabł i upadł na boisko. Powodem śmierci była arytmia serca. Portugalski klub zastrzegł numer 29, który należał do węgierskiego pomocnika. W Niemczech w Hannoverze 96 nikt nie może grać z numerem 1. Powodem tego jest uczczenie pamięci Roberta Enkego. Reprezentant Niemiec cierpiał na depresję, która przyczyniła się do jego śmierci. W listopadzie 2009 roku popełnił samobójstwo – wskoczył pod pędzący pociąg.













