Znamy pierwszego zwycięzcę tej edycji europejskich pucharów. To FC Porto, które w finale Ligi Europejskiej skromnie pokonało Sporting Braga. Gola na wagę okazałego trofeum zdobył tuż przed przerwą niezawodny Falcao.
Dublin już od wczesnych godzin popołudniowych żył finałem. Przez cały dzień na ulicach stolicy Irlandii słychać było portugalskich kibiców. Z kolei piłkarze obu drużyn na przedmeczowej rozgrzewce byli bardzo skoncentrowani. Można było zauważyć, iż presja meczu jest przez nich odczuwalna. Porto, pewne swojej siły, zdecydowało się na ofensywne ustawienie z trzema napastnikami. Gorszy nie chciał być Domingos Pacienca, który nie ograniczył swoich piłkarzy do gry w defensywie. „Smoki” zaczęły nieco nerwowo. Ich pierwsze akcje były bardzo chaotyczne. Braga już w 4. minucie dość przypadkowo stworzyła sobie świetną sytuację. Custodio nie dał się złapać w pułapkę ofsajdową i znalazł się sam w polu karnym. Pomocnik, nie namyślając się wiele, uderzył piłkę z woleja. Ta minęła lewy słupek bramki Heltona. Wspomniana akcja podziałała na Porto jak zimny prysznic. Chwilę później Hulk popisał się znakomitym rajdem prawą flanką, po czym wbiegł w pole karne. Jednak jego strzał okazał się minimalnie niecelny.

W 14. minucie znów Porto doszło do głosu. Uderzeniem przewrotką z około 12 metrów popisał się Valera, ale piłka przeleciała wysoko nad poprzeczką. Zepchnięta do defensywy Braga z czasem zaczęła coraz odważniej sobie poczynać w ofensywie. To zaowocowało dwoma niezłymi akcjami w 20. i 22. minucie. Jednak do żadnego strzału nie doszło, gdyż piłkę dwukrotnie przechwycił Helton. Tempo gry z minuty na minutę robiło się coraz wolniejsze. Gra toczona była głównie w środku pola. Porto decydowało się na ekstrawaganckie środki. W 27. minucie Hulk próbował zaskoczyć Artura strzałem z około 35 metrów, lecz piłka po tym uderzeniu poszybowała w trybuny.
W pierwszej połowie okazało się, że początkowe ustawienie Bragi było tylko zasłoną dymną. Przez ostatnie 15 minut podopieczni trenera Paciency ograniczyli się wyłącznie do rozbijania ataków przeciwnika. Porto starało się rozbić ten mur i w końcu się udało. W 44. minucie piłka dośrodkowana z prawej strony przez Guarina znalazła w polu karnym Falcao. Supersnajper Porto precyzyjnym strzałem głową pokonał Artura. Do przerwy „Smoki” zasłużenie prowadziły z Bragą 1:0.
Z szatni szybciej wybiegli zawodnicy Sportingu Braga i na własnej połowie utworzyli krąg, w którym wzajemnie się mobilizowali. Piłkarze Porto sprawiali wrażenie nieco bardziej rozluźnionych. W 46. minucie w sytuacji sam na sam z Heltonem znalazł się Mossoro. Jednak wprowadzony po przerwie gracz nie potrafił znaleźć sposobu na Brazylijczyka. Duży błąd przy tej sytuacji popełnił Fernando, który w prosty sposób dał sobie odebrać piłkę. „Smoki” sprawiały wrażenie nieco zdezorientowanych po takim początku. Na kilkanaście minut oddały inicjatywę Bradze. Drużynie z Porto coraz częściej zdarzały się proste błędy w defensywie. Jednak Sporting nie potrafił zrobić z nich użytku.










