Z czterech spotkań grupy L i K godne uwagi było tylko jedno. W Stambule po meczu pełnym emocji FC Porto uporało się wszakże z Besikatasem 3:1 i zostało samodzielnym liderem tabeli. Komplet punktów zainkasował również Rapid, punktami podzieliły się zaś zespoły w Neapolu i Utrechcie.
Groźne Porto nie tylko w lidze, Rapid pierwszy raz punktuje
Czwartek 21 października upłynął pod znakiem 3. kolejki Ligi Europy. Jak zawsze przy okazji spotkań pucharowych, tak i teraz nie zabrakło niespodzianek, kontrowersji i czerwonych kartek. Tego ostatniego najwięcej było w Stambule, gdzie miejscowy Besiktas podejmował lidera Ligi Sarges, FC Porto. Starcie o fotel lidera stało na wysokim poziomie futbolowym i jak na rangę meczu przystało, walki do końca nie brakowało.

Wynik meczu w 26. minucie otworzył Falcao. I premierowa odsłona byłaby w pełni udana dla gości, gdyby nie feralna 43. minuta. Wówczas środkowy obrońca Porto otrzymał od arbitra czerwony kartonik, a druga połowa była szansą dla gospodarzy na wyrównanie. Portugalczycy jednak nie zamierzali poprzestać, mimo osłabienia. Kwadrans po przerwie na listę strzelców wpisał się Hulk. Zabójczo skuteczny snajper gości na 0:3 podwyższył w 78. minucie. Nikt wówczas na stadionie nie przypuszczał, że tak potoczą się losy tej części. W doliczonym czasie gry honor Besiktasu uratował Bobo, lecz nawet czerwona kartka, jaką 120 sekund wcześniej otrzymał pomocnik FC Porto, Fernando, na nic się zdała. Po trzech meczach Porto zachowało pozycję lidera.
Drugie starcie grupy L to pojedynek drużyn, które dotychczas nie zgromadziły jeszcze punktów. CSKA Sofia mierzył się z Rapidem Wiedeń, który miał wiele do udowodnienia po feralnej porażce sprzed trzech tygodni z Besiktasem. Austriacy odegrali się w stu procentach i wygrali 0:2. Bohaterem meczu słusznie uznany został Holender Jan Vennegoor of Hesselink, który w 28. minucie sam trafił do siatki, cztery minuty później asystował zaś przy golu Hofmanna.
Remisowa grupa K
Spotkania przedostatniej grupy Ligi Europy elektryzowały szczególnie kibiców we Włoszech. W Napoli gospodarze podejmowali zawsze nieobliczalny Liverpool. Mimo słabszej formy, piłkarze SSC wiedzieli, że „The Reds” w końcu muszą się przełamać. Niestety, jak to najczęściej bywa w takich sytuacjach: z dużej chmury mały deszcz. Podział punktów i bezbramkowy remis dobitnie świadczył o poziomie futbolowym tego starcia.












