Jednym z ciekawiej zapowiadających się spotkań piłkarskiej I ligi miał być pojedynek Warty Poznań z Piastem Gliwice. Gospodarze to rewelacja rundy wiosennej, zespół, który po zimowej przerwie dopisał do swojego konta najwięcej punktów. Wspierany przez ponad 20-tysięczną widownię liczył na kolejne zwycięstwo. Goście ze Śląska przede wszystkim chcieli przełamać niechlubną passę siedmiu spotkań bez zwycięstwa. Zresztą strata punktów w Poznaniu mogła definitywnie odsunąć Piasta od marzeń o awansie.

Z większym animuszem rozpoczęli gospodarze. Reiss doskonale wypatrzył wychodzącego na czystą pozycję Gajtkowskiego. Jednak w ostatniej chwili podanie przeciął Matras, zażegnując niebezpieczeństwo w polu karnym. Kilka minut później tym razem to Gajtkowski podawał do Reissa, ale ten uderzył zbyt lekko i piłkę bez trudu złapał bramkarz gości. W odpowiedzi potężnie z dystansu próbował Pietroń, ale bardzo niecelnie. W 14. minucie rzut rożny egzekwowali gracze Warty. W ogromnym zamieszaniu uderzał Magdziarz, ale niestety trafił w nogi jednego z obrońców. W miarę upływu czasu coraz widoczniej zaczęła zarysowywać się przewaga gospodarzy. W 27. minucie doskonałym podaniem popisał się Magdziarz, a wychodzący na czystą pozycję Gajtkowski bez większych problemów skierował piłkę do siatki. Goście próbowali się odgryźć, ale po dośrodkowaniu, z szesnastu metrów niecelnie strzelał Gamla. Po stracie bramki Piast był wyraźnie zdezorientowany, a cały pomysł na grę gliwiczan polegał na szukaniu długimi podaniami Maycona. Napastnik Piasta miał wyborną sytuację, ale jego dośrodkowanie poszybowało na aut. Chwilę wcześniej z dystansu próbował aktywny dziś Gajtkowski. Jednak piłka po nogach obrońcy wyszła na rzut rożny. W końcówce pierwszej połowy zakotłowało się w polu karnym gości. Buryan uderzył Iwanickiego, za co ukarany został żółta kartką. Po 45 minutach gry na Stadionie Miejskim w Poznaniu Warta prowadziła w pełni zasłużenie z niemającym za bardzo pomysłu na grę Piastem.

Po przerwie na boisku pojawili się Smektała oraz Iwan. Trener Brosz szukał pomysłu na dobrze zorganizowaną Wartę. Jednak gospodarze wciąż byli bardzo groźni, a Krzysztof Gajtkowski bardzo odważnie poczynał sobie z defensywą gliwiczan. Najpierw jego strzał minimalnie minął spojenie bramki Szmatuły, a chwilę później w ostatnim momencie napastnika Warty powstrzymali w polu karnym obrońcy. Dopiero w 58. minucie groźnie zaatakował Piast. Jednak w dobrej sytuacji Pietronia uprzedził Bledzewski. A strzał Smektały na linii szesnastu metrów zablokowali obrońcy. Trzy minuty później w polu karnym gości padł popychany Gajtkowski, jednak sędzia Krztoń kazał grać dalej. Warta dominowała na boisku, jednak kolejne akcje gospodarzy nie przynosiły zdobyczy bramkowej. W 66. minucie Iwanicki doskonale obsłużył Gajtkowskiego, ale ten posłał piłkę wyraźnie obok słupka. Nie minęły trzy minuty, a z piłką minimalnie minął się wprowadzony właśnie na boisko Zakrzewski. w 78. minucie powinno być 2:0 dla Warty, ale Gajtkowski w doskonałej sytuacji trafił w Iwanickiego. W końcówce meczu Piast mógł wyrównać, ale Maycon przegrał pojedynek z bramkarzem gospodarzy Bledzewskim. To wszystko, na co stać było dziś podopiecznych Marcina Brosza. Warta wygrała w pełni zasłużenie, a Piast chyba powoli żegna się z marzeniami o awansie.











