Po piątkowym spektakularnym potwierdzeniu dominacji na krajowym podwórku wielu szuka odpowiedzi na pytanie: Jak mocny jest Lech? Z każdym dniem przybliżającym datę 14 lipca kibice w Poznaniu coraz częściej z błogim uśmiechem oddawali się dywagacjom na temat szans „Kolejorza” na awans do Ligi Mistrzów. My też pokusiliśmy się o własną ocenę. Trzeba przy tym zaznaczyć: dla nas wyniki na ligowym podwórku nie są wystarczającym wyznacznikiem.
W ciągu ostatnich (prawie) dziewiętnastu lat mieliśmy dokładnie dziewiętnastu mistrzów Polski, którzy nie zakwalifikowali się do Champions League. W imię zasady: „lepiej się miło zaskoczyć, niż przykro rozczarować” nie ma się co nastawiać, czy tym razem będzie inaczej. Lech jest co prawda wzmocniony z dawna oczekiwanym mistrzostwem, a za sterami poznańskiej lokomotywy stoi najbardziej utytułowany menedżer w historii polskiej piłki, ale… No właśnie, zawsze jest jakieś „ale”. A to jakiś Bereszyński, a to „mistrzostwo z przypadku”, a to błędy w przygotowaniach, za krótka ławka czy w końcu kontuzje. Okrutne bóstwo futbolu uparło się i polskiej drużyny do piłkarskiego raju za żadne skarby nie chce wpuścić.
Menedżer

Odwrócić kartę i zapisać się w historii będzie próbował w tym roku Maciej Skorża. Kilka dni temu został najbardziej utytułowanym szkoleniowcem w historii polskiej piłki. W wieku 43 lat Skorża wygrał już osiem krajowych trofeów, próbując swoich sił w Wiśle, Legii i Lechu. Jak więc można wątpić w umiejętności szkoleniowe trenera poznaniaków?
Nikt nie jest przecież bez skazy. A już z pewnością kilku warszawiaków znalazłoby cały worek nieścisłości w obozie rywali. Nawet nie kierując się niezdrową antypatią, można wskazać, że był to dopiero pierwszy sezon Skorży przy Bułgarskiej, w dodatku oparty głównie na pracy wykonanej przez Mariusza Rumaka. Lech Skorża po chimerycznej jesieni trafił idealnie z formą i wiosną wyrwał rywalom tytuł. Poznańska drużyna z nowym szkoleniowcem gra może mniej efektownie, ale z pewnością jest bardziej efektywna. Poznaniakom zdarza się jednak nadal „siąść” w decydującym momencie, zupełnie odmawiając dobicia bądź zdominowania rywala przy komfortowym wyniku. Irytujący mankament, który może okazać się zabójczy na arenie międzynarodowej.
Bramkarze
By zapobiec podobnym sytuacjom, w głowach lechitów musi zapanować pewność siebie i emocjonalna stabilizacja. Umiejętności większości piłkarzy w ich głowach wreszcie potwierdziły zdobyte na przestrzeni ostatnich miesięcy trofea. Jednak nie wszyscy mogą czuć się pewni swego.
Najczęściej wymienianym elementem w podstawowej jedenastce Macieja Skorży jest bramkarz. O ironio, pozycja, w której kanon wpisana jest stabilizacja. Jednak Maciej Gostomski i Jaśmin Burić prezentują przeciętny poziom umiejętności i poznański szkoleniowiec nie może się zdecydować, na którego postawić. Logika podpowiada, że to powinien być Burić, znajdujący się przed serią kontuzji na szczycie polskiej ligi, ale wtedy jak filip z konopi wyskakuje Gostomski z kilkoma podnoszącymi ręce do głowy interwencjami i mąci wszystkim ekspertom w głowie.
















