Polska w 1986 roku i ostatni występ w fazie pucharowej mundialu


Już dziś nasi zawodnicy zagrają w 1/8 finału mistrzostw świata. Pierwszy raz od 36 lat

4 grudnia 2022 Polska w 1986 roku i ostatni występ w fazie pucharowej mundialu

Już dziś naszą reprezentację czeka wielki mecz. Jeden z najważniejszych w XXI wieku. Polska w 1/8 finału mistrzostw świata podejmie Francję, czyli aktualnych mistrzów świata. Nastroje przed spotkaniem nie są zbyt dobre. „Biało-czerwoni” w fazie grupowej nie rozpieszczali swoją grą kibiców i awans wywalczyli w bardzo słabym stylu, Francja zaś zajęła pierwsze miejsce w grupie i dumnie kroczy po obronę tytułu. Dla Polaków jest to pierwsze spotkanie w tej fazie rozgrywek od 36 lat. Jak się wówczas zaprezentowali nasi reprezentanci?


Udostępnij na Udostępnij na

Cofnijmy się więc do Polski lat 80., a konkretniej do 1986 roku. W kraju nad Wisłą wciąż panuje komuna, w Czarnobylu wybucha elektrownia jądrowa, a mistrzem Polski zostaje Górnik Zabrze, mający w składzie takich piłkarzy jak Józef Wandzik, Andrzej Iwan czy Jan Urban. W tym roku odbyły się także mistrzostwa świata w Meksyku, na których oczywiście wystąpiła nasza reprezentacja. Warto zaznaczyć, że był to ostatni mundial dla „Biało-czerwonych” w XX wieku, kolejny raz na największą piłkarską imprezę awansowali dopiero w 2002 roku.

Nastroje przed turniejem

Polska do Meksyku leciała jako brązowy medalista poprzednich mistrzostw świata. Był to dla nas już czwarty mundial z rzędu, ale ostatni dla ówczesnego selekcjonera Antoniego Piechniczka. Już przed mistrzostwami świata ogłosił, że po ich zakończeniu zamierza opuścić drużynę. Nastroje przed turniejem były dość mieszane. Reprezentacja Piechniczka chciała potwierdzić swoje ambicje i na stałe zadomowić się w czołówce światowego futbolu. Zdawano sobie jednak sprawę, że spośród wszystkich czterech mundiali to w 1986 roku Polska miała najniższy piłkarski potencjał. Choć trzeba przyznać, tragedii nie było.

Bramki bronił jeden z najlepszych, o ile nie najlepszy bramkarz w historii reprezentacji Polski, czyli Józef Młynarczyk. Graliśmy wtedy czwórką obrońców. Na środku występowali Stefan Majewski z Romanem Wójcickim. Nie był to już duet na miarę Gorgoń–Żmuda, ale obaj odegrali istotne role w polskiej piłce. W czasie mundialu pierwszy z nich od roku grał w Bundeslidze, a drugi dołączył do niego zaraz po zakończeniu mistrzostw. Na lewej stronie obrony występował Marek Ostrowski, wtedy gracz Zawiszy Bydgoszcz.

Na prawej stronie defensywy trener Piechniczek sporo eksperymentował – na mundialu ujrzeliśmy tam aż trójkę zawodników: dwukrotnie wystąpił Krzysztof Pawlak i po razie Dariusz Kubicki oraz Kazimierz Przybyś. W środku pola posiadaliśmy bardzo zbilansowany duet. Waldemar Matysik, skupiający się na defensywie, i Dariusz Dziekanowski, konstruujący akcje z przodu. Na skrzydłach występowali Jan Urban wraz z Ryszardem Komornickim. Atak był natomiast naszym największym atutem. Świetny duet Włodzimierza Smolarka ze Zbigniewem Bońkiem miał umożliwić nam powtórzenie sukcesu sprzed czterech lat.

Przebieg fazy grupowej mistrzostw

Mundial w Meksyku był już trzecim z rzędu, który Polacy rozpoczęli od bezbramkowego remisu. O ile w poprzednich latach podziały punktów z RFN-em (1978) i Włochami (1982) mogły cieszyć, to remis z przeciętnym jak na tamte czasy Marokiem został potraktowany jako spore rozczarowanie. Kadra po spotkaniu tłumaczyła się upałem i duchotą, które panowały w meksykańskim Monterrey. Polacy twierdzili, że afrykańska drużyna jest bardziej przystosowana do takich warunków. Akcjom Polaków brakowało tempa, kompletnie nie mieliśmy pomysłu na to, jak zagrozić przeciwnikom. Przełożyło się to na zerową zdobycz bramkową.

Drugie spotkanie na tamtym mundialu przeciwko Portugalii to jedyne, które wygraliśmy, i jedyne, w którym zdobyliśmy bramkę. Polska zwyciężyła to starcie 1:0 po golu Włodzimierza Smolarka w 68 minucie spotkania. Po meczu chwalono „Biało-czerwonych” przede wszystkim za skuteczną grę obronną. Światowe media natomiast, podobnie jak po pierwszym spotkaniu, dość niechętnie wypowiadały się o stylu gry Polaków. Według nich oba występy były bardzo nudne i na dłuższą metę niewarte zapamiętania.

Wart zapamiętania był natomiast hat-trick Gary’ego Linekera, do którego skompletowania potrzebował niespełna 30 minut. Polska trzecie spotkanie na mundialu rozgrywała przeciwko Anglii. Faworyzowanej Anglii, która nieoczekiwanie w pierwszym meczu turnieju uległa Portugalczykom, których my przecież przed chwilą pokonaliśmy. Wydawać więc się mogło, że Polska ma spore szanse, by przeciwstawić się „Synom Albionu”. Nic bardziej mylnego. Napastnik angielskiej drużyny Gary Lineker zaaplikował trzy bramki w 28 minut i ustalił wynik spotkania na 3:0 dla Wyspiarzy.

Polska – Brazylia w 1/8 finału

„Biało-czerwoni” z dorobkiem trzech punktów (za zwycięstwo przyznawano jeszcze dwa punkty) ostatecznie zajęli trzecie miejsce w grupie. Premiowało ono wtedy do gry w 1/8 finału, w której trafiliśmy na Brazylię. Bardzo mocną Brazylię, która wygrała wszystkie trzy spotkania grupowe. Po tak wysokiej porażce z Anglikami nastroje w drużynie, jak można się domyślić, nie były najlepsze. Coraz więcej kibiców traciło nadzieję na dobry wynik. „Canarinhos” byli wówczas jednym z głównych faworytów do zwycięstwa w turnieju. Kibice nie mylili się, Polska przegrała to spotkanie 0:4.

Sam wynik nie odzwierciedla jednak dobrze przebiegu meczu. Paradoksalnie był to najlepszy występ „Biało-czerwonych” na tych mistrzostwach. Trener Piechniczek przed spotkaniem zdecydował się na kilka zmian w drużynie. Na prawą obronę wskoczył Kazimierz Przybyś. Swoją szansę w pierwszym składzie otrzymali także Ryszard Tarasiewicz i Jan Karaś. Początek spotkania Polacy mieli bardzo dobry. Już na samym starcie widać było, że zmiany pozytywnie wpłynęły na drużynę. Obaj nowi w pierwszym składzie zawodnicy od razu zaznaczyli swoją obecność na boisku. Ryszard Tarasiewicz trafił w słupek, a Jan Karaś huknął w poprzeczkę.

Pomimo dobrego początku to Brazylijczycy wyszli na prowadzenie. Dokładniej za sprawą rzutu karnego, który został podyktowany nieprawidłowo. Socrates oddał precyzyjny strzał z jedenastego metra i otworzył wynik spotkania. Stracony gol podciął nam nieco skrzydła, ale dalej wyglądaliśmy dość dobrze. Głównie za sprawą mocnych strzałów zza pola karnego. Ostatecznie do szatni zeszliśmy z wynikiem 0:1.

Na początku drugiej połowy prowadzenie Brazylijczyków podwyższył Josimar. Obrońca mocnym strzałem z ostrego kąta pokonał Józefa Młynarczyka. Z minuty na minutę Polacy wydawali się coraz bardziej zmęczeni, brazylijscy piłkarze zaś coraz mocniej napierali. „Biało-czerwoni” do tego przegrywali, więc musieli się otworzyć, z czego skorzystał Edinho, strzelając bramkę na 3:0. Na kolejnego gola kibice musieli czekać zaledwie cztery minuty. Faul Młynarczyka na Zico, rzut karny, Careca strzela, 4:0, koniec mistrzostw.

Jak to będzie wyglądało dziś?

Sytuacja dziś i 36 lat temu ma się dość podobnie. Po awansie do fazy pucharowej w kiepskim stylu trafiamy w 1/8 finału na bardzo mocnego rywala, który jest jednym z faworytów do zdobycia złotych medali. Mało prawdopodobne wydaje się, że Polska jest w stanie ograć Francuzów i zameldować się w ćwierćfinale, ale nadzieja umiera ostatnia. Czesław Michniewicz znany jest z roli „zadaniowca” i pozostaje liczyć na to, że tym razem dobrze ustawi drużynę. A mecz z Brazylią w 1986 roku niech będzie jedynie przestrogą dla naszych zawodników.

Dodaj komentarz

Zapraszamy do kulturalnej dyskusji.

Najnowsze