– Piłka nożna to taka gra, w której 22 mężczyzn biega za piłką, a na końcu i tak wygrywają Niemcy – powiedział kiedyś Gary Lineker. Październikowy mecz zakończony zwycięstwem „Biało-czerwonych” (2:0) częściowo zweryfikował tę tezę. Głodni rewanżu Niemcy zmierzą się z nami w piątkowy wieczór we Frankfurcie nad Menem. Już kiedyś taki mecz Niemcy – Polska w tym mieście się odbył. I w świadomości każdego żyjącego wówczas polskiego kibica zostawił trwały ślad.
Weltmeisterschaft 1974. Mundial, który na stałe zapisał się w historii. Polska reprezentacja po raz pierwszy od 36 lat przebrnęła przez eliminacje (m.in. zwycięski remis na Wembley) i znalazła się w grupie 16 finalistów mistrzostw świata. Mimo zwycięstwa dwa lata wcześniej na olimpiadzie w Monachium eksperci nie widzieli Polaków wśród faworytów. Do nich zaliczano jak zawsze mocną Brazylię grającą „Futbol Totalny”, Holandię i gospodarza turnieju, Republikę Federalną Niemiec. Jednak „Biało-czerwoni” rozpoczęli mundial „z wysokiego C”. W pierwszym meczu grupy eliminacyjnej pokonali 3:2 Argentynę po dwóch golach Grzegorza Laty i trafieniu Andrzeja Szarmacha. W drugim meczu zmiażdżyli reprezentację Haiti 7:0. W ostatnim meczu tej fazy pokonali reprezentację Włoch 2:1.

Polacy pewnie przeszli dalej i awansowali do następnej fazy grupowej, zwanej potocznie „Drugą Rundą”. W tamtych czasach nie rozgrywano ani ćwierćfinałów, ani półfinałów. Do finału przechodzili zwycięzcy obu grup „Drugiej Rundy”, a o 3.miejsce (wówczas nagradzane srebrnym medalem) walczyły zespoły, które zajęły 2.miejsce w tej fazie. Polska trafiła na Szwecję, Jugosławię i reprezentację gospodarzy, czyli RFN. Niemcy, mieszkający po zachodniej stronie muru berlińskiego, byli częściowo rozczarowani po „Pierwszej Rundzie”, ponieważ ich ulubieńcy zajęli niespodziewanie 2. miejsce, za jakże bliską Niemiecką Republiką Demokratyczną. W pierwszej kolejce II fazy Polacy pokonali Szwecję (po bramce niezawodnego Laty), natomiast RFN zwyciężyło z Jugosławią 2:0. W następnych meczach Polacy i RFN zamienili się rywalami, pokonując ich kolejno 2:1 i 4:2.
W ten sposób tylko te dwie reprezentacje zostały w walce o finał przed ostatnim meczem II rundy. Dzięki wyższym zwycięstwom reprezentacja zachodnich Niemiec miała ten komfort, że im wystarczał remis do awansu. Jednak i tak byli pełni obaw. Błyskotliwe rajdy Grzegorza Laty i częsta zmiana pozycji pomiędzy Szarmachem a Deyną, potrafiły zwieść nawet najlepsze formacje defensywne na świecie. Nasza obrona również prezentowała się okazale. Z Janem Tomaszewskim w bramce i ze znakomitymi defensorami w składzie (Szymanowski, Musiał, Gorgoń) Kazimierz Górski był spokojny o tyły. Cała drużyna grała pod batutą Kazimierza Deyny, prawdziwego generała środka pola. Defensor reprezentacji Niemiec, Paul Breitner, po latach stwierdził, że to „Orły Górskiego” były najlepszym zespołem na MŚ 1974.













