Sukces, bo tak niewątpliwie możemy nazwać awans reprezentacji do ćwierćfinału mistrzostw Europy, ma wielu ojców. Nie inaczej było tym razem. Nasza drużyna stanowiła kolektyw i to głównie dzięki temu udało się ten sukces osiągnąć. Można znaleźć jednak zawodników, którzy na tym Euro wygrali więcej.
Łukasz Fabiański
Zaczynamy standardowo od tyłu. „Fabian” odegrał kluczową rolę już w samym awansie naszej reprezentacji na mistrzostwa Europy. Mimo tego w pierwszym meczu przeciwko Irlandii Północnej Adam Nawałka postawił na Wojtka Szczęsnego, który rozegrał bardzo dobry sezon w AS Roma. Fabiańskiego było nam po ludzku żal. Niczym nie zasłużył na posadzenie go na ławce. Szczęsny jednak doznał kontuzji i w spotkaniu z Niemcami dostępu do naszej bramki bronił zawodnik Swansea. I robił to bezbłędnie. Interwencje „Fabiana” po strzałach Oezila czy też w meczu ze Szwajcarią ratowały nam skórę. Fabiański może żałować lat spędzonych na ławce Arsenalu. Występem na Euro udowodnił, że z powodzeniem mógłby bronić w wielkim europejskim klubie. Piłkarz Swansea ma dopiero 31 lat, co jak na bramkarza jest gwarancją co najmniej kilku lat gry. To co? Może transfer?
Michał Pazdan
O obrońcy warszawskiej Legii nie trzeba wiele pisać. By zauważyć, jak „sławny” stał się „Pirania”, wystarczyło odpalić przeglądarkę. O Pazdanie pisał każdy, nie tylko sportowy, serwis. Trzeba jednak przyznać, że „Pazdi” na to sumiennie zapracował. Przed turniejem mieliśmy uzasadnione obawy o stan naszej obrony. Do pierwszego gwizdka meczu z Irlandią Północną właściwie nie było pewne, czy to obrońca Legii zajmie miejsce na środku defensywy obok Kamila Glika. W pierwszym starciu popełniał jeszcze małe błędy. Później jednak stał się skałą nie do przejścia. O jego fenomenalnej grze pisały media na całym świecie. Pojawiły się pierwsze plotki transferowe. Te pierwsze, absurdalne, co jednak trzeba dodać, łączyły Michała z Barceloną. Aż na taki transfer nie ma co liczyć. Wydaje się jednak, że Legia Warszawa już może liczyć pieniądze, które zarobi na sprzedaży Pazdana. Najbardziej prawdopodobny kierunek? Bundesliga.
Artur Jędrzejczyk
Jeszcze na miesiąc przed rozpoczęciem turnieju we Francji wcale nie mógł być pewny, że będzie wiodącą postacią tej reprezentacji. Pewniakiem do gry na lewej stronie obrony był Maciej Rybus, który jednak doznał kontuzji i na Euro nie wystąpił. Jędrzejczyk miał go zastąpić i chyba nikt nie spodziewał się, że zrobi to tak udanie. Poziom gry w defensywie nawet na krok nie odstępował kolegom. W powietrzu? Niepokonany. W ofensywie? Bardzo aktywny. Jego współpraca z Kamilem Grosickim czy Bartkiem Kapustką układała się bardzo poprawnie. Warto zaznaczyć również, że lewa obrona to nie jest nominalna pozycja „Jędzy”, który zwykł biegać po drugiej stronie boiska lub występować na środku defensywy. Był opcją rezerwową, a stał się jedną z wiodących postaci kadry Nawałki. Teraz Jędrzejczyk wraca do Krasnodaru, jednak pewnie nie na długo. Oferty z pewnością się pojawią. A Maciej Rybus? Będzie musiał walczyć o miejsce nie tylko w składzie Olympique’u Lyon, ale również o to na lewej stronie defensywy w kadrze.










