O ile w meczach wyjazdowych z drużynami z końca rankingu FIFA nie zawsze mieliśmy łatwo (straciliśmy nawet gola z San Marino), o tyle u siebie Polska prawie nigdy nie miała problemów, aby się z nimi uporać. Przypomnijmy sobie, jak wyglądały nasze najciekawsze starcia z outsiderami w ostatnich latach. Tym razem do Warszawy po raz pierwszy w historii przyjeżdża Gibraltar.
Polska 4 – 0 Armenia, 28.03.2001, el. MŚ 2002
Strzelcy: Michał Żewłakow, E. Olisadebe, Marcin Żewłakow, B. Karwan
Po znakomitym starcie i 10 punktach zdobytych w 4 meczach reprezentacja Polski prowadzona przez Jerzego Engela podchodziła do spotkania z Armenią pełna optymizmu. Szansa zakwalifikowania się do pierwszych od 16 lat mistrzostw świata była ogromna. Dlatego tym bardziej „Orły” w meczu z nikomu nieznaną Armenią (tak, kiedyś nie mieli nawet Mkhitaryana) nie mogły sobie pozwolić na wpadkę. Wszystko poszło zgodnie z planem i Ormianie zostali odprawieni z kwitkiem. Spójrzcie tylko na strzelców bramek. To były czasy, he?
Polska 8 – 0 Azerbejdżan, 26.03.2005, el. MŚ 2006
Strzelcy: T. Frankowski (3), M. Saganowski (2), K. Kosowski, A. Haciyev (sam.) , J. Krzynówek
Te eliminacje także należały do nas. Jedyną drużyną, której nie potrafiliśmy się postawić, była Anglia. Podopieczni Pawła Janasa z „Synami Albionu” szli jednak łeb w łeb. Gdy Anglicy rozbili Irlandię Północną 4:0, Polacy nie pozostali im dłużni i wpakowali 8 bramek Azerbejdżanowi, który co prawda był wtedy słabszą drużyną, niż jest teraz, ale nie aż tak beznadziejną jak chociażby… Gibraltar. 8 trafień robi wielkie wrażenie. Gwiazdą wieczoru został strzelec hat-tricka, czyli „Franek, łowca bramek”.
Polska 10 – 0 San Marino, 01.04.2009, el. MŚ 2010
Strzelcy: E. Smolarek (4), R. Boguski (2), R. Lewandowski, I. Jeleń, M. Lewandowski, M. Saganowski
Po wspaniałych, historycznych eliminacjach do Euro 2008, które ostatecznie zakończyło się niepowodzeniem, reprezentacja Polski pod wodzą Leo Beenhakkera przystąpiła do kwalifikacji na mundial. Grupa wcale nie wyglądała na trudną (Słowacja, Czechy, Słowenia, Irlandia Północna), ale mimo to „Biało-czerwoni” zaliczyli wielką wtopę. Po fali krytyki, jaka na nich spadła po meczach ze Słowakami i Irlandczykami, Żewłakow i spółka postanowili wziąć się w garść i wykorzystać matematyczne szanse, jakie im pozostały na awans. Efekt był bardzo udany: najwyższa wygrana w historii reprezentacji, show Smolarka i 10 bramek wpakowanych kopaczom z San Marino. Na nic się to jednak zdało, kolejne spotkania zweryfikowały bowiem formę naszych.











