Po fantastycznie rozegranych 45 minutach w Bukareszcie w głowach wielu obserwatorów zrodziła się ta sama myśl. Byle nie powielić błędów z poprzednich spotkań, a będzie naprawdę dobrze. Rumunia odważnie ruszyła, zaczęła dominować. Wszystko zmieniła… petarda rzucona w kierunku Roberta Lewandowskiego. Polacy pokazali charakter i sami wywalczyli wynik, jaki od początku im się należał.Brak klasy rumuńskich trybun, zupełnie zneutralizowane zagrożenie przez większą część spotkania. Po takim meczu będzie znacznie więcej pochwał niż nagan. Z czego najbardziej powinniśmy się cieszyć?
Zasłużone zero z tyłu
Co prawda Łukasz Fabiański kilka razy miał okazję się wykazać, tak na dobrą sprawę spodziewaliśmy się nieco więcej po gospodarzach. „Biało-czerwoni” rozegrali KAPITALNE spotkanie w defensywie, czym zupełnie wybili z głowy rozgrywanie piłki przez podopiecznych Christopha Dauma. Brak pomysłu, ciągłe faule – to wszystko spowodowane było postawą tylnej formacji Polaków. Łukasz Piszczek rozegrał prawdopodobnie najlepszy mecz w historii swoich występów w kadrze. Michał Pazdan znów jest tym Pazdanem z Euro 2016, a Artur Jędrzejczyk bez cienia kompleksów podejmuje wyzwanie rzucone przez brutalnych Rumunów, nie dając im wymienić dwóch podań po naszej lewej stronie boiska. Do tego dodajmy Kamila Glika, który wreszcie wręcz uderzał bijącą od niego pewnością siebie. Zamiast myśleć o zaklętym stadionie, piłkarze Nawałki wyszli ze słusznym założeniem – kogo mamy się bać, skoro to w naszym składzie są europejskie gwiazdy. Za to w pierwszej kolejności należą się brawa.
Piotr Zieliński Wielki
16 milionów euro za transfer, ogólnie rosnący zachwyt Włochów. To Piotr Zieliński z klubu. Ten z kadry zwykle słyszał o sobie, że gra na alibi, nie potrafi podjąć ryzyka, jest spięty. Ale nie tym razem. Pomocnik Napoli był prawdziwym liderem środka pola. Było wielkie zaangażowanie w defensywę, wysoka kreatywność i kilka kapitalnych podań do przodu. No i zdolność do biegania na pełnych obrotach aż do zmiany dokonanej przez Adama Nawałka. Tak właśnie powinien prezentować się człowiek, którego od pięciu lat uznajemy za czołowy talent w całym kraju. Rumunia dziś nie miała nikogo takiego.
Zmiany, zmiany, zmiany
Po raz pierwszy od niepamiętnych czasów selekcjoner Polaków wzorowo trafił ze zmianami. Mowa zarówno o momencie, jak i wyborach personalnych. Jedynymi zawodnikami, którzy z Rumunią rozczarowali, byli Karol Linetty i Grzegorz Krychowiak. Wiadomo było, że zastąpienie obu jest w zasadzie niewykonalne, bowiem w kluczowym spotkaniu raczej nie dokonuje się tak radykalnych taktycznie decyzji. Pierwszym wyborem było zastąpienie Linettego (Krychowiak był nawet jeszcze słabszy, jego mentalny wpływ na zespół jest jednak nieoceniony) Krzysztofem Mączyńskim. Już wtedy zauważalna była poprawa rozegrania – pomocnik Wisły robił to, co potrafi najlepiej, czyli głównie biegał i przeszkadzał rywalom, stwarzając więcej okazji do rzucania prostopadłych piłek Piotrowi Zielińskiemu.











