Po słabym, ale i pechowym meczu Warta Poznań zremisowała bezbramkowo przy Bułgarskiej z ostatnim zespołem pierwszej ligi – Dolcanem Ząbki. Spotkanie odbyło się w ramach odrabiania zaległości z 8. kolejki.

Sytuacja w Warcie jest dramatyczna. Piłkarze od pięciu miesięcy nie dostają wypłat, co przekłada się na formę sportową. Na dodatek na mecze wyjazdowe jeżdżą własnymi autami, przystępując do gry praktycznie prosto z trasy. Nie tak dawno poznaniacy przegrali wysoko z Piastem Gliwice oraz Sandecją Nowy Sącz, przesuwając się niebezpiecznie blisko strefy spadkowej. Zespół Marka Czerniawskiego zmuszony był zatem do szukania punktów na własnym boisku, a okazja ku temu była nie lada. Do Poznania zawitał bowiem ostatni zespół pierwszoligowej tabeli – Dolcan Ząbki.
Przyjezdni wyszli do gry z bardzo defensywnym nastawieniem, które miało być receptą na sukces w postaci pierwszoligowych punktów. Lubiącym grę z kontry warciarzom taktyka Dolcanu wyraźnie nie leżała. W pierwszej połowie bardzo mozolnie konstruowali akcje ofensywne, a gdy już dochodzili do głosu, to piłka po strzałkach (m.in. Marcina Wojciechowskiego, Piotra Reissa) lądowało w rękawicach świetnie dysponowanego golkipera gości, Rafała Misztala.
W drugiej połowie gra poznaniaków wyglądała znacznie lepiej. Gospodarze z łatwością dochodzili do sytuacji bramkowych. Kilka dogodnych okazji zmarnował jednak Zbigniew Zakrzewski. – Nie może być tak, że stwarzamy cztery sytuacje 100% i nie strzelamy żadnej bramki – mówił na pomeczowej konferencji Marek Czerniawski. Słowa trenera odnosiły się głównie do popularnego „Zakiego”, którego gra była pokazem nieporadności. Były napastnik Lecha nie potrafił znaleźć drogi do bramki, nawet będąc w sytuacji sam na sam z bramkarzem Dolcanu. Nieskuteczni byli także inni zawodnicy Warty, którzy często w prostych momentach przed polem karnym podejmowali złe decyzje. Na pochwały zasłużyli jedynie waleczni tego dnia Tomasz Magdziarz, Alain Ngamayama i Rafał Kosznik.
Jeszcze gorzej niż Warta grał Dolcan. Drużyna z Ząbek potwierdziła, że ostatnie miejsce w tabeli nie jest kwestią przypadku. Podopieczni Roberta Moskala mieli problemy z grą z kontrataku i przez 90 minut spotkania zdołali stworzyć zaledwie trzy bardzo dobre sytuacje bramkowe. – To pierwszy punkt zdobyty pod moją wodzą, choć zagraliśmy najsłabszy z trzech meczów – podsumował grę swoich zawodników trener przyjezdnych.











