„The Reds” sensacyjnie odpadli z Ligi Europy. Oprawcą faworytów do końcowego triumfu w tych rozgrywkach okazał się Sporting Braga, który w poprzedniej fazie rozprawił się z poznańskim Lechem. Szkoda, że to nie „Kolejorz” jest teraz na miejscu Portugalczyków, Liverpool był dzisiaj fatalnie dysponowany…
Mogłoby się wydawać, że przed Anglikami nie stoi zbyt trudne zadanie, odrobienie strat z pierwszego meczu powinno być tylko formalnością. Nic bardziej mylnego. Liverpool nie miał pomysłu na grę, stwarzał przez to małą liczbę sytuacji, co było wymarzonym scenariuszem dla Sportingu. Portugalczycy również niemal w ogóle nie atakowali, licząc na „dowiezienie” rezultatu z pierwszej części dwumeczu.

Mecz toczył się głównie w środku pola. Nie brakowało walki, przez co sędzia często musiał gasić temperamenty zawodników. Liverpool nie zaliczył zbyt wielu godnych odnotowania akcji. Jedna z nich miała miejsce w 8. minucie spotkania – uderzenie Cole’a zablokował jednak Arthur. Nieskuteczna okazała się również dobitka Carrola, który trafił jedynie w obrońcę. Napastnik „The Reds” miał również swoją okazję w 45. minucie, ale jego strzał okazał się minimalnie niecelny.
W drugiej odsłonie gospodarze atakowali z większą częstotliwością, kiedy widmo odpadnięcia z pucharów zaczęło zaglądać w oczy zawodników „The Reds”. Z przebiegu meczu można było wywnioskować, że Bragę interesowała jedynie obrona wyniku. Nie oznacza to jednak, że Portugalczycy na wieczność zaszyli się na własnej połowie – w 61. minucie futbolówka dość przypadkowo znalazła się pod nogami Alana, który nie zachował się zbyt dobrze w tej sytuacji, nie zdołał bowiem pokonać dobrze wychodzącego Reiny.
Większe zagrożenie stworzyli sobie liverpoolczycy. Na początku drugiej połowy przed szansą stanęli Meireles, a także Maxi. Ich strzały okazały się jednak groźne jedynie dla gołębi, w popłochu uciekających z górnych sektorów stadionu. Piłkę meczową miał na swojej nodze w 87. minucie Skrtel. Słowak, będąc w sytuacji sam na sam z Arthurem, uderzył wprost w bramkarza. W doliczonym czasie gry zagrozić mógł również N’Gog – Francuz minimalnie minął się jednak ze świetnie dograną piłką…










