Pogrom w Paryżu. PSG nowym mistrzem Francji


Powiedzieć, że Monaco zostało zdominowane, to jak nic nie powiedzieć

16 kwietnia 2018 Pogrom w Paryżu. PSG nowym mistrzem Francji

Na zakończenie piłkarskiej niedzieli kibiców czekało starcie kolejki w Ligue 1. W meczu na szczycie PSG podejmowało AS Monaco na Parc de Princes. Jak się okazało, nowy mistrz grał ze starym i różnica klas była aż za bardzo widoczna na korzyść tego nowego.


Udostępnij na Udostępnij na

Już przed meczem było wiadomo, że Unai Emery nie będzie mógł skorzystać z kilku graczy. Oprócz oczywistych nieobecności jak ta Neymara i Hatema Ben Arfy, który w zeszłym tygodniu świętował rocznicę niegrania w oficjalnym meczu PSG, doszły jeszcze dwie. Za czerwoną kartkę z St. Etienne pauzuje Kimpembe, a kontuzji nie wyleczył jeszcze Marco Veratti.

Po przeciwnej stronie barykady najważniejszą informacją był brak Kamila Glika w składzie. Polski obrońca nie znalazł się w kadrze przez kontuzję uda, o której oficjalna strona klubu poinformowała w piątek. Inny ważny zawodnik dla gości, który nie był do dyspozycji Leonardo Jardima, to Stefan Jovetić. Reprezentant Czarnogóry wrócił jeszcze do zdrowia po kontuzji, której doznał w poprzednim meczu wyjazdowym.

Od początku spotkania pachniało bramką, ale bliżej tej sztuki byli gospodarze. Edinson Cavani miał tylko bramkarza przed sobą, ale jego strzał z powietrza był bardzo nieudany i minął bramkę w bezpiecznej odległości. Na nieszczęście przyjezdnych Urugwajczykowi szło już później tylko lepiej.

Mieli swoje pięć minut

Cavaniemu nie udało się dać prowadzenia swojej drużynie, ale to jego podanie rozpruło defensywę Monaco przy pierwszej bramce z 15. minuty. Trafiło ono do Alvesa, który wyłożył piłkę Lo Celso, a Argentyńczyk wpakował piłkę do pustej bramki. Akcja palce lizać, którą można oglądać w kółko:

Już dwie minuty później PSG podwyższyło prowadzenie, a konkretnie uczynił to najlepszy strzelec – Cavani. Świetną robotę wykonał Draxler, który skupił na sobie uwagę drużyny przeciwnej, żeby momentalnie posłać piłkę za obronę. Tam dopadł do niej Yuri Berchiche i dośrodkował prosto na głowę urugwajskiego snajpera, który potężną główką umieścił futbolówkę w dolnym rogu.

Większość kibiców uznała, że jest już po meczu, gdy w 20. minucie na tablicy wyników widniał rezultat 3:0. Trudno się dziwić, bo przez kilka minut ekipie PSG wychodziło wszystko – tak jak na przykład asysta Cavaniego z niczego. Z półobrotu kopnął piłkę za siebie i w ten sposób stworzył Di Marii sytuację sam na sam. Ten z zimną krwią przelobował Subasicia i dał gospodarzom trzeciego gola.

Problemów ciąg dalszy

Prawdziwy majstersztyk to jednak gol numer cztery dla paryskiego zespołu, a to wciąż była pierwsza część gry. Dwójkowa akcja Draxlera i Pastore zakończona wrzutką tego drugiego namieszała obrońcom w głowach, a zagranie swojego rodaka wykończył głową Lo Celso.

Wpisał się drugi raz na listę strzelców, czyli w jednej połowie meczu zdobył więcej bramek niż w całej dotychczasowej przygodzie z PSG.

Jakby mało złego spotkało drużynę z Księstwa, na noszach opuścił boisko Djibril Sidibe. W miejsce obrońcy wszedł Ghezzal, czyli nominalny pomocnik, Jardim dał sygnał, że chce jeszcze coś uratować z tego meczu. Pięć minut później jego drużynie udało się nawet strzelić bramkę, ale to był tylko łabędzi śpiew. Almamy Toure popisał się znakomitym rajdem z prawej strony i dośrodkował na dalszy słupek, gdzie Rony Lopes musiał tylko dołożyć nogę. Jeden z nielicznych pozytywów w grze Monaco.

Wszyscy do ataku

W drugiej odsłonie jedyną szansą gości na korzystny wynik był atak od samego początku. Szybko zdobyta bramka na pewno by pomogła i nawet była ku temu okazja. Jednak w sytuacji sam na sam ze swoich obowiązków wywiązał się Areola i ugasił nadzieje przeciwników. Z drugiej strony instynktem prawdziwego snajpera popisał się Di Maria i dołożył kolejne trafienie dla PSG. Znakomitym długim podaniem popisał się Dani Alves, a to, co zrobił Pastore, to kwintesencja skuteczności gry na dwa kontakty.

W szeregach gości narastała frustracja, czego efektem były umyślne faule i dyskusje z arbitrem, za co zresztą posypały się kartki. Wiadomo było, że nic już w tym spotkaniu nie ugrają, a na domiar złego po rzucie rożnym Falcao wpakował piłkę nie do tej bramki, co trzeba. Trzeba było jednak dograć mecz do końca i pogodzić się z porażką.

Gospodarze za nic nie chcieli zrezygnować z szansy upokorzenia rywali. Dążyli do powiększenia przewagi i w końcówce meczu znów odnaleźli drogę do bramki Subasicia. Nkunku zagrał na wolne pole do Pastore, a Argentyńczyk wycofał piłkę wzdłuż pola karnego. Jakimś cudem minęła obrońców i dopadł do niej Julian Draxler, który nie miał problemów ze zmieszczeniem jej w bramce.

Mecz zakończył się prawdziwym pogromem, a wraz z ostatnim gwizdkiem rozpoczęło się świętowanie. PSG pokazało się z najlepszej strony i uwypukliło chyba wszystkie słabości AS Monaco, a wynik 7:1 najdobitniej to pokazuje. Paryżanie nie pozostawili rywalom złudzeń i z głośnym przytupem przypieczętowali zdobycie mistrzostwa Francji w sezonie 2017/2018.

Dodaj komentarz

Zapraszamy do kulturalnej dyskusji. Możesz zalogować się swoim kontem FB, Twitter lub pisać jako gość.

Najnowsze