Na zakończenie piłkarskiej niedzieli kibiców czekało starcie kolejki w Ligue 1. W meczu na szczycie PSG podejmowało AS Monaco na Parc de Princes. Jak się okazało, nowy mistrz grał ze starym i różnica klas była aż za bardzo widoczna na korzyść tego nowego.
Już przed meczem było wiadomo, że Unai Emery nie będzie mógł skorzystać z kilku graczy. Oprócz oczywistych nieobecności jak ta Neymara i Hatema Ben Arfy, który w zeszłym tygodniu świętował rocznicę niegrania w oficjalnym meczu PSG, doszły jeszcze dwie. Za czerwoną kartkę z St. Etienne pauzuje Kimpembe, a kontuzji nie wyleczył jeszcze Marco Veratti.
Po przeciwnej stronie barykady najważniejszą informacją był brak Kamila Glika w składzie. Polski obrońca nie znalazł się w kadrze przez kontuzję uda, o której oficjalna strona klubu poinformowała w piątek. Inny ważny zawodnik dla gości, który nie był do dyspozycji Leonardo Jardima, to Stefan Jovetić. Reprezentant Czarnogóry wrócił jeszcze do zdrowia po kontuzji, której doznał w poprzednim meczu wyjazdowym.
Od początku spotkania pachniało bramką, ale bliżej tej sztuki byli gospodarze. Edinson Cavani miał tylko bramkarza przed sobą, ale jego strzał z powietrza był bardzo nieudany i minął bramkę w bezpiecznej odległości. Na nieszczęście przyjezdnych Urugwajczykowi szło już później tylko lepiej.
Mieli swoje pięć minut
Cavaniemu nie udało się dać prowadzenia swojej drużynie, ale to jego podanie rozpruło defensywę Monaco przy pierwszej bramce z 15. minuty. Trafiło ono do Alvesa, który wyłożył piłkę Lo Celso, a Argentyńczyk wpakował piłkę do pustej bramki. Akcja palce lizać, którą można oglądać w kółko:
Już dwie minuty później PSG podwyższyło prowadzenie, a konkretnie uczynił to najlepszy strzelec – Cavani. Świetną robotę wykonał Draxler, który skupił na sobie uwagę drużyny przeciwnej, żeby momentalnie posłać piłkę za obronę. Tam dopadł do niej Yuri Berchiche i dośrodkował prosto na głowę urugwajskiego snajpera, który potężną główką umieścił futbolówkę w dolnym rogu.











