„Czerwone Diabły” w trudnym spotkaniu przeciwko West Ham wręcz zdeklasowały stołecznego rywala, pewnie wygrywając aż 4:0. Inne drużyny z czołówki, jak Arsenal i Aston Villa także sięgnęły po komplet punktów. Jedynie Liverpool zanotował bezbramkowy remis ze słabym Blackburn i po raz kolejny pojawia się pytanie, ile na swoim stanowisku wytrzyma jeszcze Rafa Benitez?
Sir Alex Ferguson już od pierwszych minut zaskoczył wszystkich taktyką, wystawiając zaledwie trzech nominalnych obrońców. Mało tego, jeszcze w pierwszej połowie murawę opuścił Gary Neville, a jego miejsce zajął kolejny pomocnik – Michael Carrick. Dodatkowo w bramce mogliśmy obejrzeć Tomasza Kuszczaka, którego ostatnimi czasy sytuacja na Old Trafford bardzo się poprawiła i to on teraz jest namaszczany na następcę Edvina van der Sara.

Pierwsza połowa spotkania pozostawiła jednak wiele do życzenia i gdyby nie 99. bramka w lidze Paula Scholesa, strzelona już w doliczonym czasie gry, nie trzeba by nawet o tych pierwszych 45 minutach wspominać. „Czerwone Diabły” rozkręciły się za to po przerwie, kiedy to zdobyły kolejne trzy bramki. W 60. minucie Darren Gibson pokazał, że jest specjalistą od pięknych trafień, kiedy to posłał piłkę prosto w okienko prostokąta strzeżonego przez Paula Greena. „Młoty” całkowicie zostały dobite pomiędzy 71. a 72. minutą, kiedy to goście zdobyli jeszcze dwie bliźniaczo podobne do siebie bramki. Rozmiary zwycięstwa pokazują, że pogłoski o słabej grze Manchesteru United były mocno przesadzone. Tomasz Kuszczak nie miał wiele pracy, ale spisał się bez zarzutu.
Wcześniej od innych spotkań rozpoczął się pojedynek pomiędzy Portsmouth a Burnley, co było idealną okazją dla gospodarzy na odmienienie swojego losu. „The Pompeys” długo jednak nie potrafili trafić do siatki beniaminka, a co gorsza, rzut karny w pierwszej połowie zmarnował Aruna Dindane. Po raz kolejny cierpliwość kibiców pogrążonego w kryzysie sportowym i finansowym klubu została wystawiona na ciężką próbę. Miejscowi odetchnęli jednak z ulgą w 65. minucie, kiedy składną akcję drużyny wykorzystał obrońca Hreidarsson. Kiedy pod koniec spotkania zrehabilitował się Aruna, podwyższając na 2:0, stało się jasne, że Portsmouth wreszcie zgarnie pełną pulę punktową. To zwycięstwo nie pozwoliło im się jednak odbić od ostatniego miejsca w tabeli, do Boltonu, który także przegrał sobotnie spotkanie, brakuje im jeszcze dwóch oczek.
„Kanonierzy” wreszcie wygrywają
Z ogromnymi problemami kadrowymi przystąpił do spotkania ze Stoke Arsenal. Arsene Wenger wystawił tylko jednego i to bardzo umownego napastnika, którym był Andrij Arszawin. Reszta po prostu leczy kontuzje. Przeciwnik nie wydawał się jednak zbyt wymagający, dlatego też przewaga od początku należała do gospodarzy. U „Kanonierów” jak zwykle szwankowała skuteczność, a wszystkich zaskoczył jeszcze Cesc Fabregas, który w 21. minucie przestrzelił rzut karny. Hiszpan na naprawę swoich szkód potrzebował tylko pięciu minut, kiedy to zagrał idealną piłkę do Arszawina, a Rosjanin ładnym strzałem umieścił futbolówkę w siatce, dając skromne, ale pewne prowadzenie swojej drużynie.











