Niedzielne popołudnie miało być miłym zwieńczeniem gorzkiego sezonu. Było malowanie buziek, dmuchane zamki – słowem, masa atrakcji. Uśmiechów po meczu nie będzie, ale smutku też nie. Polonia Warszawa mogła już dziś zapewnić sobie utrzymanie. Atakowali, byli drużyną dużo lepszą, ale wystarczył jeden błąd, by swój los musieli rozstrzygnąć w ostatniej kolejce Fortuna 1. Ligi.
Pisaliśmy niedawno, że tegoroczna walka o utrzymanie będzie jedną z najgorszych od lat. Zarówno Resovia jak i Polonia nie są w najwyższej formie. Piątkowa porażka Resovii oznaczała jedno – zwycięstwo z Odrą dałoby Dumie Stolicy utrzymanie.
Kuchta skomplikował sytuację już w 2. minucie
Naiwni byliśmy wierząc, że pomimo koszmarnej dyspozycji domowej, „Czarne Koszule” miło zakończą sezon domowy. Bo ledwo się mecz rozpoczął, a drużyna Rafała Smalca już musiała gonić wynik.
Po dośrodkowaniu Tomasa Mikinicia Mateusz Kuchta popełnił błąd i stanął w pół drogi do dośrodkowania. To spowodowało, że zostawił odkrytą bramkę dla Mateusza Kamińskiego, który wygrał pojedynek główkowy z obrońcą Polonii i wyprowadził opolan na prowadzenie. To raczej nie jest najlepszy sposób na utrzymanie.
Dziś Polonii sytuacji nie brakowało
Kibice od początku gorąco dopingowali swoich piłkarzy, którzy w tym meczu mieli świadomość wysokości stawki, ale brakowało im konkretu w postaci gola. Jednak z upływem czasu szczęki zaciskały się coraz mocniej na szyi opolan. Najpierw groźnym rzutem wolnym Michał Bajdur postraszył gości.
Następnie miała miejsce świetna akcja środkiem pola gospodarzy, po której przed znakomitą szansą na remis stanął Bartosz Biedrzycki, ale jego strzał ze sporym trudem wybronił Artur Haluch. Zwykle kibice narzekali na to, że po straconym golu warszawiacy psychicznie sypali się jak domek z kart. Dziś było pod tym względem lepiej. Ale na zapewnienie sobie utrzymania już teraz to mogło być za mało.
Odrze wynik pasował, więc odpuściła ataki
Zwłaszcza, że Odra Opole naprawdę nie była dziś przeciwnikiem z najwyższej półki. Po zdobytym golu opolanie pozwolili „Czarnym Koszulom” na rozwinięcie skrzydeł. Sami zaś zaczęli popełniać coraz więcej niewymuszonych błędów. Skupili się raczej na cierpliwym utrzymywaniu się przy piłce, jak już w ogóle do niej dopadli.











