Pogoń Szczecin odniosła bardzo ważne wyjazdowe zwycięstwo w Łęcznej, ogrywając gospodarzy 0:1. Mimo iż podopieczni Ryszarda Tarasiewicza przez niemal całą drugą połowę grali w osłabieniu, to jednak dzięki bramce Sotirovicia wywożą z Lubelszczyzny niezwykle cenne trzy punkty.
Obie drużyny od początku spotkania wyglądały na nieco przytłoczone presją tego meczu. Nikt nie chciał się odkryć, by nie stracić bramki. Szkoleniowcy zdawali sobie jednak sprawę z tego, że również remis nikogo nie urządza. W pierwszej części gry optyczną przewagę miała Pogoń. To „Portowcy” dłużej utrzymywali się przy piłce i oddali więcej strzałów na bramkę rywali. Jednak zespół z Łęcznej miał nieco groźniejsze sytuacje. Gospodarzom brakowało ostatniego dokładnego podania lub wykończenia.

W 20. minucie goście wykonywali rzut rożny. Z dośrodkowywaną przez Akahoshiego piłką minął się niepewny dziś Prusak. Strzał jednego z zawodników Pogoni poszybował jednak obok bramki i łęcznianie mogli odetchnąć.
Chwilę później to zespół Bogdanki mógł objąć prowadzenie. Rzut wolny wykonywał będący ostatnio w dobrej formie Łuczak. Pomocnik gospodarzy dorzucił wprost na głowę Pesira. Jednak wykończenie tej wrzutki pozostawiało sporo do życzenia i zawodnik mógł tylko ukryć twarz w dłoniach.
Po kilku minutach znów sporo strachu najedli się podopieczni Ryszarda Tarasiewicza. Na strzał zza pola karnego zdecydował się Pielach. Futbolówka po rykoszecie przeleciała jednak minimalnie obok bramki.
Kolejną interesującą sytuację przyniosła nam 38. minuta. Po szybkiej akcji GKS-u Bogdanki płaską piłkę w pole karne zagrał Bartoszewicz. Z podaniem kolegi z zespołu minęli się jednak Pesir i Pielach.
Dwie minuty później oglądaliśmy bodaj najgroźniejszą akcję pierwszej połowy. Goście wyszli z kontrą trzech na dwóch. Ława dograł futbolówkę do Frączczaka, który bez zwłoki uderzył w stronę krótszego słupka. Doskonałą interwencją popisał się jednak Prusak, który uratował zespół przed utratą bramki.
Tuż po przerwie wydawało się, że sytuacja ulegnie zmianie na niekorzyść Pogoni. Czerwoną kartką został bowiem ukarany Williams. Gospodarze nie ruszyli jednak do bardziej zdecydowanego ataku. W porównaniu do pierwszej połowy sytuacja na boisku nie uległa większej zmianie.












