Wicelider w delegacji wygrywa, i to powinno wszystkich fanów „Dumy Pomorza” cieszyć. Wreszcie Kacper Kozłowski strzela pierwszą bramkę w lidze. Jednak czy to nie będzie triumf o dużej cenie? Strata dwóch cennych piłkarzy, a więc Bendikta Zecha oraz Luisa Maty, z pewnością będzie odczuwalna. Zwłaszcza tego pierwszego, który uchodzi za lidera bloku defensywnego. Czy Pogoń Szczecin zapłaci za to cenę później?
Przez większą część meczu goście brylowali w każdym elemencie. Ostatecznie wygrali 0:2 i wyjechali z południa Polski w nie najlepszych humorach. Zbliżające się decydujące starcia w najwyższej klasie rozgrywkowej będą musieli grać prawdopodobnie bez dwóch z czterech podstawowych obrońców, a to rodzi spory problem. Nie każdy zespół jest przecież w stanie przejść do porządku dziennego po stracie lidera swojej obrony. Wystarczy spojrzeć na Liverpool w tym sezonie.
Najpierw słodycz, czyli Kozłowski i inni młodzi
Za taką należy uznać bramkę Kacpra Kozłowskiego. Tak, ten młody, zdolny wychowanek Bałtyku Koszalin w końcu to zrobił. To on otworzył wynik meczu z drużyną, która walczy o utrzymanie. Można więc śmiało powiedzieć, że zawodnik „Portowców” dokłada za ten sezon swój kolejny skalp, jakim jest debiutancka bramka w ekstraklasie.
Z perspektywy przebiegu całego meczu popularny „Koziołek” powinien mieć co najmniej dwie bramki. Jednak ta zdobyta w 33. minucie miała podwójne znaczenie. Był to nie tylko premierowy gol, ale też otwierający wynik meczu, co zawsze pomaga później w dalszej fazie.
Warto podkreślić, że ta bramka stawia Kacpra Kozłowskiego na drugim miejscu wśród najmłodszych strzelców klubu ze stadionu mieszczącego się przy Twardowskiego. Tym, którego nie udało mu się pokonać, jest Marian Kielc.
Pogoń Szczecin ostatnimi czasy naprawdę może być dumna ze swojego młodzieżowca, bo ten zadebiutował przecież nie tak dawno w kadrze narodowej. Paulo Sousa dał mu szansę w meczu z Andorą. Ten zaś odwdzięczył się zapoczątkowaniem akcji bramkowej, po której swoje premierowe trafienie w reprezentacji zaliczył inny młokos – Karol Świderski.











