Po czternastu latach rządów ustąpił Jarosław Mroczek oddając swe udziały w Pogoni zagranicznemu inwestorowi. Być może nowy początek to również zmiany wynikowe, bo jak dotąd na wyjazdach Pogoń Szczecin była koszmarna. Jednak wygrana ze Stalą Mielec, która choćby tydzień temu potrafiła pokonać Mistrza Polski, przy osłabieniach na ten mecz, jest kolejnym bardzo optymistycznym akcentem na niedawno rozpoczętą rundę wiosenną. Choć trochę Nilo Effori musiał poczekać, by ujrzeć cokolwiek pozytywnego ze strony Pogoni.
Dwa pierwsze mecze wiosenne Pogoni były znakomite. Nie dość, że zanotowali w nich dwa zwycięstwa, to przede wszystkim zrobili to w bardzo przekonującym stylu. Dwa czyste konta i praktycznie nie dopuszczali swoich przeciwników do jakichkolwiek korzystnych okazji. Zwłaszcza mecz z Górnikiem Zabrze był tego dobitnym przykładem, bowiem zabrzanie byli kompletnie bezradni na tle linii defensywnej Pogoni.
Razem jednak rywal zapowiadał się na znacznie trudniejszego. Stal Mielec, mimo 13. miejsca w tabeli, w meczach domowych jest twardym orzechem do zgryzienia. Przekonała się o tym chociażby tydzień temu Jagiellonia Białystok, która przegrała w Mielcu 2:1.
Pogoń Szczecin nowe panowanie rozpoczyna w kiepskim stylu
Na mieleckich trybunach zasiadł Nilo Effori, przedstawiciel nowych władz by obserwować z bliska pierwszy mecz w nowej erze. Czy mógł cmokać z zachwytu? Niezbyt. Pierwsze 45. minut było kiepskie. Może i Pogoń chwilami ostro pressowała gospodarzy, przez co ci kilkukrotnie nerwowo wybijali piłkę. Minęło niespełna 10 minut gdy to podopieczni Janusza Niedźwiedzia zaczęli przejmować inicjatywę.
Skład był jeszcze bardziej ograniczony niż zwykle
Być może jednak jesteśmy zbyt krytyczni dla szczecinian. Bowiem wystarczył rzut oka na ich skład by zrozumieć, że będzie im piekielnie ciężko. Jakby kadra Pogoni i bez tego była krótka, to w Mielcu zabrakło Rafała Kurzawy (kontuzja) Frederika Ulvestada i Linusa Wahlqvista (obaj pauzują za żółte kartki). W obliczu powyższych absencji w podstawie zagrali Kacper Smoliński i Marcel Wędrychowski którzy jesienią nie zagrali nawet minuty.
Stal Mielec cisnęła, ale też bez wielkich efektów
Dlatego w tym meczu, co raczej nietypowe, karty rozdawała Stal Mielec. Co prawda momentami obydwie drużyny kopały się po czołach, ale to raczej gospodarze w ogóle jakkolwiek zagrażali bramce Cojocaru. W samym meczu mało było groźnych sytuacji z obu stron. W pierwszej połowie najbliżej szczęścia był Bert Esselink, który po zamieszaniu oddał strzał ponad bramką.











