W niedzielne popołudnie dojdzie do starcia Pogoń – Raków, dwóch niezwykle ambitnych projektów w PKO Ekstraklasie. Oba kluby w poprzednich latach przeszły ogromną metamorfozę i dziś stanowią o sile ligi. Jednak tylko Raków może wypinać pierś do orderów, Pogoń na razie o tym marzy.
Skąd taki wniosek? Stąd, że to Raków może poszczycić się dwoma Pucharami Polski, dwoma Superpucharami Polski, nie Pogoń. Natomiast na koniec sezonu 2022/2023 PKO BP Ekstraklasy „Medaliki” prawdopodobnie zdobędą pierwszy w swej historii tytuł mistrza Polski.
Szczecińscy kibice mogą tylko i wyłącznie zazdrościć kibicom z Częstochowy tych sukcesów i głowić się, dlaczego ich klub nie może po tylu sezonach gry w ekstraklasie pochwalić się jakimkolwiek krajowym pucharem. Do pewnego momentu to on był wymieniany jako jeden z głównych pretendentów do mistrzostwa. Przyjście Rakowa do PKO Ekstraklasy wywróciło stolik do góry nogami.
Historia na korzyść Szczecina, szkoda, że ona nie gra
Porównując historię obydwu klubów w ekstraklasie, trzeba stwierdzić, że Pogoń deklasuje Częstochowę o dwie odległości. 50 sezonów Pogoni przy ośmiu Rakowa wskazuje, że to ekipa z Pomorza Zachodniego zna smak tej ligi lepiej. Ponadto to Pogoń jest klubem o długiej i bogatej, czasem nieco zwariowanej piłkarskiej historii.
Raków swoją historię dopiero tworzy, ale robi to z przytupem. Od powrotu do ekstraklasy w 2019 roku Raków sukcesywnie pnie się w górę, nieustannie rozwijając się kadrowo. Efektem są dwa wicemistrzostwa kraju, a co ważniejsze – dwa Puchary Polski.
„Portowcy” zaś od powrotu do ekstraklasy w 2013 roku mogą dopisać sobie dwa brązowe medale, a przez kilka lat w ekstraklasie kojarzyli się z niesławnym plażowaniem w końcówce sezonu.
Pogoń nie myśli tylko o tu i teraz
Co w Szczecinie mogą więcej zrobić? Dlaczego to Raków odnosi sukcesy, a Pogoń ciągle czeka? Zapytaliśmy o to Adama Krokowskiego, kibica Pogoni Szczecin, redaktora Dumapomorza.pl oraz jednego z prowadzących audycję „Głos Portowców”.
– Pewnie głównym czynnikiem są pieniądze. Właściciel Rakowa jest zamożniejszym człowiekiem niż właściciel Pogoni. Inna jest także struktura finansowa obu klubów, ich sposób funkcjonowania. W Częstochowie dysponują zupełnie innymi środkami finansowymi.
To przekłada się na możliwości na rynku transferowym. Raków więcej kupuje, więcej płaci piłkarzom i może pozwolić sobie na więcej wpadek transferowych. W Pogoni każda złotówka jest oglądana kilka razy, co nie jest przecież niczym złym.
Myślę też, że władze Rakowa są bardziej ukierunkowane na konkretne sukcesy niż te w Szczecinie. Pogoń była odbudowywana długo i mozolnie. Włodarze zawsze myśleli nie tylko o tu i teraz, ale i o tym, co będzie jutro. Klub ma być stabilny i na siebie zarabiać, sukces czy trofea mogą być, ale nie za wszelką cenę.
W Szczecinie liczy się nie tylko pierwszy zespół. On jest na szczycie piramidy, pod którą są zespoły młodzieżowe, akademia oraz cała infrastruktura. W Częstochowie nie jest to tak ważne, jak w jest w Pogoni.







Załóżmy jeszcze gorszy scenariusz, że Pogoń zajmuje ostatecznie 5. miejsce. Taki rezultat nie dość, że skutkowałby stratą 7 milionów złotych za samo miejsce w tabeli, to dodatkowo oznaczałby brak europejskich pucharów. To już spora luka w budżecie. Tylko dlatego, bo Pogoń wolała zyskać krótkoterminowo. Jesteśmy więcej niż pewni, że Raków w drugą stronę nie zrobiłby podobnej uprzejmości. 



