Pogoń Szczecin pewnie pokonała Olimpię Elbląg w meczu 7. kolejki I ligi. Po pierwszej połowie można było wróżyć rzeź beniaminka, lecz w drugiej części spotkania elblążanie byli równorzędnym rywalem dla faworyzowanych szczecinian.
Od pierwszych minut zdecydowaną przewagę mieli szczecinianie, którzy już po kwadransie powinni objąć prowadzenie. Edi na spółkę z Frączczakiem mieli wyśmienitą okazję do zdobycia gola, lecz do szczęścia zabrakło kilku centymetrów. Dwie minuty później Pogoń już prowadziła. Dośrodkowanie Ediego wykończył Vuk Sotirović i gospodarze zdobyli zasłużoną bramkę. Nie minęły trzy minuty, a w znakomitej sytuacji strzeleckiej był Kolendowicz, jednak jego brak zdecydowania pozwolił Pawłowi Wojciechowskiemu zażegnać niebezpieczeństwo. Po chwili Frączczak, a później Sotirović zaprzepaścili kolejne doskonałe sytuacje. Na stadionie pachniało pogromem, lecz jakimś cudem worek z golami nie chciał się rozwiązać na dobre.

W dalszej części meczu Pogoń nieustannie dążyła do kolejnych goli. Groźnie pod bramką Stodoły było po strzałach Sotirovicia i Ediego. W ostatnich pięciu minutach byliśmy świadkami prawdziwej nawałnicy. W 41. minucie Frączczak doskonale dograł do Sotirovicia i chyba tylko Serb wie, jakim cudem nie udało mu się w tej sytuacji strzelić gola. Po chwili ponownie szarżował Frączczak, lecz w pojedynku jeden na jednego ze Stodołą górą był ten drugi. Nie minęła minuta, a już było 2:0. W roli bohatera ponownie Frączczak, tym razem jako egzekutor, który strzałem głową idealnie wykończył dośrodkowanie z rzutu rożnego.
W drugiej odsłonie spotkania szczecinianie nieco zwolnili, pozwalając momentami rywalom na zbyt wiele. Obrońcy gospodarzy byli na tyle pewni siebie, że nie kwapili się zbytnio, by powstrzymać szarżującego Koczona, który zupełnie nieatakowany zdobył gola kontaktowego. Olimpia poszła za ciosem i niewiele brakowało, aby po chwili na tablicy świetlnej widniał wynik remisowy, lecz fantastyczne interwencje Janukiewicza uchroniły szczecinian przed utratą gola. Kiedy wydawało się, że elblążanie mają rywala rozłożonego na łopatki, Robert Kolendowicz w najmniej oczekiwanym momencie wyprowadził ich z błędu, wykorzystując niepewną interwencję Stodoły.
Ostatnie minuty spotkania stały pod znakiem wymiany ciosów, które nie przyniosły żadnej bramki. Ostatecznie Pogoń zasłużenie dopisała do swojego dorobku kolejne trzy punkty, potwierdzając, że jest jednym z głównych faworytów do awansu do ekstraklasy.











