Sevilla zremisowała z Athletikiem Bilbao 1:1. Bramki padły na samym początku spotkania. Dla gospodarzy trafił Alberto Moreno, a dla gości Susaeta. Mecz stał na najwyższym poziomie. Obie ekipy zaprezentowały się z bardzo dobrej strony i pokazały, że będą się liczyć w walce o europejskie puchary.
W przedostatnim niedzielnym spotkaniu 16. kolejki La Liga Sevilla podejmowała Athletic Bilbao. Przed meczem trudno było wskazać faworyta. Obie ekipy w ostatnim czasie były w formie. Za Andaluzyjczykami przemawiał atut własnego boiska. Z kolei Baskowie w ostatniej kolejce pokonali Barcelonę i nie muszą się nadwyrężać w europejskich pucharach. Z pewnością największym osłabieniem gospodarzy był brak Rakiticia, który jest motorem napędowym drużyny z Ramon Sanchez Pizjuan. „Los Leones” przystępowali do spotkania bez większych ubytków kadrowych.

Od początku zaatakowali gospodarze, którzy po stracie piłki automatycznie przechodzili do wściekłego wręcz pressingu. Bardzo szybko zdominowali środek pola i już w 3. minucie Bacca mógł się wpisać na listę strzelców, jednak sędzia odgwizdał spalonego. Chwilę później groźną akcję lewym skrzydłem przeprowadził Moreno, jednak Iturraspe zdołał wybić futbolówkę za linię bramkową. Sevilla dobrze wykorzystała rzut rożny: po paru podaniach po ziemi piłkę otrzymał Alberto Moreno i technicznych strzałem pokonał bezradnego Iraizoza. Nie minęło 120 sekund, a Fazio popełnił fatalny błąd, niedokładnie główkując do bramkarza. Do futbolówki dobiegł Toquero, który wystawił piłkę niekrytemu Susaecie. Bask, stojąc przed pustą bramką, nie miał innego wyjścia, jak tylko dołożyć nogę.
Po wyrównaniu gracze z Bilbao wyraźnie złapali wiatr w żagle. Przeprowadzili kilka ładnych akcji, lecz drogi do bramki Beto nie mogli znaleźć. Gospodarze również byli aktywni w ataku. Alberto Moreno miał szansę na drugą bramkę w tym spotkaniu, jednak tym razem obrońcy gości byli na miejscu. Starcie rozkręcało się coraz bardziej. Obie ekipy były nastawione ofensywnie. Zależało im na zgarnięciu kompletu punktów. Powoli przyjezdni narzucali rywalom swój styl gry. W 24. minucie mocnym strzałem popisał się Muniain. Beto z wielkim trudem wybił futbolówkę. Dwie minuty później Iraizoz uratował zespół przed stratą bramki po główce Fazio. Ten mecz przypominał pojedynek bardzo dobrych bokserów o zbliżonych umiejętnościach. Mogło podobać się szczególnie to, jak obie ekipy doskonale wychodziły spod pressingu rywala.
W 39. minucie sędzia nie uznał bramki Mbii. W momencie dośrodkowania Kameruńczyk istotnie był na spalonym. Oczywiście akcja bramkowa była przeprowadzona ze stałego fragmentu gry. To była najgroźniejsza broń Sevilli. Pod koniec pierwszej połowy doszło do kuriozalnej pomyłki sędziego. Dośrodkowanie Muniaina źle przyjął Susaeta i futbolówka wyszła za linię bramkową. Asystent sędziego wskazał jednak na wapno za zagranie ręką obrońcy gospodarzy. Powtórki jednoznacznie wskazały, że nie doszło do takiego incydentu. Na szczęście dla Andaluzyjczyków, Beto we wspaniałym stylu obronił strzał Susaety.











